Życie importa w PLFA

Podnoszą poziom gry swoich drużyn, frekwencję na trybunach, ale w niektórych przypadkach również ciśnienie klubowych działaczy. Wykonując niesamowite akcje na stałe pozostają we wspomnieniach tak zawodników, jak i kibiców. Ich przyjazd do Polski i możliwość gry u ich boku to potężny motywator dla krajowych graczy. Z drugiej jednak strony często ich zachowanie pozostawia wiele do życzenia. Zobaczmy jak wygląda życie importa w PLFA.

Wyobrażamy sobie hipotetyczną sytuację. Jesteśmy młodymi amerykańskimi zawodnikami, którzy całe życie grali w futbol, ale nasz poziom talentu (lub inne czynniki, jak np. kontuzja) nie pozwalają nam na zawodową grę w swoim kraju. Przerzucając kanały w telewizji wpadamy na kultową, Polską komedię, która nastraja nas do zostania ambasadorem ;). Montujemy filmik ze swoimi hajlajtami i rejestrujemy się na europlayers.com. Jeśli mamy trochę szczęścia to prędzej, niż później, odzywa się do nas futbolowy team ze starego kontynentu. Menadżer mówiący z jakimś dziwnym akcentem proponuje nam półroczny kontrakt, a w nim ubezpieczenie, mieszkanie i symboliczne kieszonkowe. Suma potencjalnej wypłaty oscylująca w granicach 500 – 1000 euro trochę nas śmieszy, ale dochodzimy do wniosku, że 6 miesięcy to wcale nie tak długo, a pojawia się szansa na przygodę życia. Wyobrażamy sobie fotki na facebooku z najpiękniejszymi europejkami, no i uznanie (lub zazdrość) znajomych obserwujących „lans z dalekiego kraju” w naszym wykonaniu. Raz się żyje. Jest decyzja. Jedziemy!

Boże, jak tu zimno. Pierwsze wrażenie po wyjściu z samolotu nie nastraja optymistycznie. Później, na szczęście jest trochę lepiej. Menago odbiera nas z lotniska, a zdjęcie, które wykonał na przywitanie już zbiera w mediach społecznościowych setki lajków. Może nie będzie tak źle. Podjeżdżamy na miejsce zakwaterowania gdzie czeka już kilku chłopaków z drużyny chętnych by poznać nowego członka rodziny. Mieszkanie trochę małe i okazuje się, że internet będzie dopiero za dwa tygodnie, ale Polska gościnność, wyrażona wysokoprocentowym trunkiem szybko rozwiewa wątpliwości. Chłopaki strasznie kaleczą angielski, ale są całkiem sympatyczni. No i przynajmniej dwóch ma naprawdę dobre warunki fizyczne. Podobno do końca miesiąca ma dojechać drugi amerykanin, więc może nie będzie tak źle.

Poranek nie należy do najprzyjemniejszych, ale musisz trzymać fason. Ekipa przyjeżdża po ciebie, zabiera na wycieczkę po mieście, pokazuje siłownię i stadion gdzie będziecie rozgrywać swoje mecze. Podczas wizyty w sklepie okazuje się, że ceny wcale nie są takie wysokie i choć z kieszonkowego nie bardzo da radę cokolwiek odłożyć, to będzie się można na miejscu całkiem nieźle zabawić. Wieczorny trening podczas którego poznajesz resztę drużyny to w wielkim skrócie mieszane uczucia. Team jest wyraźnie podekscytowany. Uważnie wsłuchuje się w każde twoje słowo i widać, że ma sporo chęci do gry i entuzjazmu. Szkoda, że trochę gorzej jest umiejętnościami, o futbolowych nawykach nie wspominając. Dobrze, że do startu sezonu jeszcze trochę czasu. Może uda się to jakoś poukładać. Jest piątkowy wieczór, więc po treningu zostajesz zaproszony do klubu. Ekipa, z którą wczoraj trochę zbyt dużo wypiłeś najwyraźniej ma ochotę na powtórkę z rozrywki. Kiedy wbijacie już do klubu okazuje się, że jesteś tam jedynym ciemnoskórym facetem, a europejki faktycznie są całkiem, całkiem. Co najlepsze, część z nich ma wielką ochotę żeby cię poznać…

Bielawa OWLS

Wybaczcie przydługi wstęp, ale mam nadzieję, że nieźle wprowadził Was w świat importów w PLFA. Dwa, może trzy mecze w miesiącu, trzy treningi w tygodniu, które trzeba przygotować, no i do tego siłownia. Przyznacie, że terminarz dość mocno napięty. W jego obliczu staje kilka rodzajów ludzkich charakterów. Mamy graczy/trenerów takich jak Mott Gaymon. Perfekcjonistów i pracoholików, którzy każdą wolną chwilę przeznaczają na dopieszczanie playbooka i przeglądanie filmów z meczów i treningów. Mamy również nieco inny typ obcokrajowca, który zaledwie po kilku dniach staje się znaną postacią na klubowej scenie danego miasta i kilka razy w tygodniu zdarza mu się obdzwaniać w środku nocy kolegów z drużyny z prośbą o podwiezienie do domu. Mamy obcokrajowców spędzających dziesiątki godzin z krajowymi zawodnikami i trenerami tłumacząc im taktyczne zawiłości futbolu i techniczne detale ustawień na konkretnych pozycjach. Mamy również takich, którzy niespecjalnie przepadają za myciem się i bardzo szybko doprowadzają swoje lokum do stanu, jakiego nie powstydziłaby się niejedna melina. Mamy importów, którzy niestrudzenie biorą udział we wszystkich akcjach promocyjnych drużyny i są na każde zawołanie menadżera. Mamy też, niestety takich, którzy swoim gwiazdorstwem i pretensjami psują atmosferę w szatni i na boisku…

Uważni czytelnicy z pewnością łatwo policzyli, że koszt ściągnięcia i utrzymania obcokrajowca na sezon to przy dobrych wiatrach minimum 20tys złotych (bilety lotnicze, ubezpieczenie, mieszkanie, pensja). Kibic nie znający realiów PLFA mógłby słusznie stwierdzić, że to relatywnie małe pieniądze. Faktycznie, porównując z zarobkami sportowców w innych dyscyplinach kwota nie robi wielkiego wrażenia. Trzeba jednak zdać sobie sprawę, że zaledwie kilka klubów w kraju dysponuje rocznym budżetem przekraczającym 100tys złotych, co stawia sprawę w nieco innym świetle. Decyzja o ściągnięciu do Polski importowanego zawodnika jest bardzo trudna i co do tego nie ma wątpliwości. W większości przypadków brakuje wiarygodnych opinii na temat umiejętności, czy też charakteru danego sportowca. To sprawia, że kluby często decydują się na korzystanie z usług graczy mających już za sobą kilka sezonów na europejskich boiskach, nawet jeśli są potencjalnie słabsi od konkurentów zza oceanu. Warto pochwalić dobre praktyki obcowania z importami w wykonaniu czołowych klubów PLFA. Seahawks Gdynia kolejny sezon z rzędu kontraktują graczy znanych i uznanych na starym kontynencie. Sprowadzając zawodników akceptujących europejską specyfikę oszczędzają sobie sporo bólu głowy. Panthers Wrocław (w szczególności dawni Giants) stawiają na kontynuację i co roku w ich składzie widzimy te same nazwiska z niewielkimi tylko korektami. Takie rozwiązanie zapewnia ciągłość szkolenia i spokojny rozwój klubu.

Temat jest bardzo szeroki i z całą pewnością będę go jeszcze na blogu poruszał. Mam jednak nadzieję, że powyższy tekst daje Wam pojęcie o tym na jakie pokusy narażeni są importowani zawodnicy i gdzie tkwią źródła potencjalnych problemów. Na koniec mogę jedynie doradzić, aby przy finalnych decyzjach dotyczących sprowadzania obcokrajowców nie lekceważyć czynników charakterologicznych. Nie ściągamy tych ludzi, żeby zafundować im pół roku dobrej zabawy, ale do pracy i przede wszystkim do promocji futbolu amerykańskiego. Warto mieć to na uwadze.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


6 × = trzydzieści

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>