Weekend z życia komentatora

Temperatura za oknem coraz bardziej daje się we znaki. Do pierwszego gwizdka w nowym sezonie PLFA zostały jeszcze niemal cztery miesiące. Obserwujemy rozgrywki za oceanem, jaramy się wyczynami Manningów i innych, ale jednak czegoś brakuje. Miniony sezon futbolowy był dla mnie pod wieloma względami niesamowicie intensywny. Nazbierało się sporo meczów, a niektóre weekendy były naprawdę szalone. Oto krótka historia jednego z nich.

Gorący lipiec. Tydzień po Superfinale. Zwyciężyli Giants i dostaję informację od redaktora naczelnego, Extra Point, Marcina Fijałkowskiego, że dobrze byłoby ustrzelić jakieś wywiady „na świeżo” z osobami, które „stworzyły” nowego mistrza kraju. Powoli przestawiam wszystkie sprawy osobiste i zawodowe, aby móc w końcówce tygodnia odwiedzić Wrocław i stworzyć fajny materiał. Dowiaduję się, że Mott Gaymon i, MVP, Jamal Schulters niestety nie będą już dostępni, więc mogę chwycić ich co najwyżej przez internet. Nie do końca uśmiecha mi się taka wizja, więc szukam alternatywy. W międzyczasie z Rafałem Bierciem, prezesem Lowlanders Białystok dogrywam szczegóły mojej sobotniej wizyty na północnym wschodzie kraju. Finał PLFA1, w którym gospodarze mają zmierzyć się z Husarią Szczecin to wielkie wydarzenie i staram się tak poustawiać grafik żeby koniecznie pojawić się w Białymstoku. Wiąże się to ze znalezieniem komentatorskiego zastępstwa na mecz PLFA2 w Olkuszu, na którym wstępnie miałem pracować. Szczęśliwie dobry znajomy z Rebels, a wcześniej Warriors, Kajetan Grochowski zgadza się żeby poprowadzić za mnie drugoligowe starcie Silvers z Thunders. Drugie szczęście jest takie, że zarząd ekipy z Olkusza okazuje wyrozumiałość i mogę potwierdzać Lowlandersom, że z wielką przyjemnością wpadnę do nich komentować finał.

Wracamy do wrocławskich wywiadów. Zachęcony tym jak fajnie wyszła rozmowa z Trójcą Tarczyńskich wpadam na pomysł, aby w podobnym stylu przemaglować dwóch Jakubów z Giants, Głogowskiego i Ruszkowskiego. Pierwszy był oczywiście generalnym menadżerem drużyny, a drugi, jako szef krajowego oddziału japońskiej firmy Mitutoyo, jej głównym sponsorem, a dodatkowo futbolowym arbitrem. Wstępnie dogadujemy spotkanie na piątek w okolicy wrocławskiego rynku, ale okazuje się, że Kuba Ruszkowski, z powodów zawodowych, niestety nie będzie mógł się na nim pojawić. Proponuje jednak ciekawą alternatywę. Tak się złożyło, że będzie sędziował sobotni finał PLFA1 w Białymstoku, więc skoro mam go komentować, mogę się zabrać z nim z Wrocławia i wywiad przeprowadzimy po drodze. Idealne rozwiązanie. Trzeba jeszcze tylko znaleźć noclegową opcję w stolicy Dolnego Śląska i wszystkie klocki powoli zaczną wskakiwać na swoje miejsce. Tutaj z pomocą przychodzi Damian Bazan, komentator, z którym od lat prowadzę mecze najpierw The Crew, a ostatnio Giants.

200 kilometrów. Tyle mniej więcej dzieli od Wrocławia Rudę Śląską, w której mieszkam. Trasę pokonuję pociągiem. Jest to idealny środek lokomocji, gdzie na spokojnie mogę przygotować się do meczu, a także uporządkować notatki i pytania do wywiadów. Z Kubą Głogowskim spotykam się na Rynku, a blisko dwugodzinną rozmowę przeprowadzamy w ulubionej kawiarni Motta Gaymona. Po zakończeniu wywiadu muszę chwilę zaczekać na Damiana Bazana, więc wpadam na moment do pobliskiej knajpy gdzie pracuje jeden z zawodników Giants, Mateusz Szefler. W międzyczasie dostaje informację z Białegostoku, że udało się załatwić transmisję internetową meczu. Przed pierwszym gwizdkiem mam poprowadzić krótką rozmowę w przedfinałowym studio, więc dobrze byłoby żebym wziął ze sobą marynarkę, a przynajmniej koszulę. Niech będzie trochę bardziej oficjalnie. Ups, na to nie jestem przygotowany. Po raz kolejny z pomocą przychodzi Damian, u którego w domu dobieram odpowiednią garderobę i można powiedzieć, że również od tej, niespodziewanej strony, jestem w miarę przygotowany na finałowe starcie. Dzięki! Nieco wcześniej kładę się spać. Przed startem meczu trzeba przebyć grubo ponad 500 kilometrów z południowego – zachodu na północno – wschodni kraniec Polski.

finał PLFA1 - autor zdjęcia: Dave Shu PhotographyKilkugodzinna trasa w doborowym towarzystwie mija bardzo szybko. Poza Jakubem Ruszkowskim, z którym oczywiście udaje się przeprowadzić wywiad, w samochodzie jadą z nami, jego żona, a także, pasjonat fotografii i przy okazji futbolu, Dawid Szulc. Pomimo zakorkowanej trasy do Białegostoku trafiamy na czas. Na miejscu atmosfera futbolowego święta, mnóstwo ludzi na trybunach, a na boisku sporo świetnej gry. Udaje się poprowadzić studio, komentarz meczowy, a jest o czym mówić, bo mecz dostarcza wielkich emocji. Ekipa z Lowlanders po ostatnim gwizdku i dekoracji pyta czy zostanę na ich imprezie kończącej sezon. Panowie, nawet nie wiecie jakbym chciał. Niestety, zbliża się godzina 20:00, a przed 23:00 z Warszawy odjeżdża mój pociąg do Katowic. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem w domu będę w okolicach 4:00 – 5:00 rano, a kilka godzin później, o 13:00 muszę być na meczu w Suchej Beskidzkiej. Bardzo rzadko pojawiam się na meczach na północy kraju i bardzo chciałbym zostać dłużej, pogadać i oblać udany, pomimo finałowej porażki, sezon. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie okazja. Tak czy inaczej, praktycznie bezpośrednio po meczu opuszczamy Białystok i szybko pokonujemy ok. 200 kilometrów dzielących nas od Warszawy. Dziękuję Kubie za podwiezienie i uciekam na autobus, aby z północnych rejonów stolicy dostać się do centrum i zdążyć z kupnem biletu. Szczęśliwie jestem na czas, a wkrótce dołączają do mnie pozostali sędziowie również wracający z meczu do domu na Górny Śląsk. Samochód wypakowany po brzegi ekipą sędziowską pokonywał trasę z Białegostoku nieco dłużej, ale również udało się zdążyć. Dzięki temu podróż powrotna mija na futbolowych dyskusjach, podsumowaniach meczu i wciąż świeżym wspominaniu Superfinału. Pozostali pasażerowie w przedziale chyba nie do końca zdają sobie sprawę o czym mowa, ale wkrótce i tak wszyscy przegrywają walkę ze zmęczeniem i zasypiają.

Do domu docieram zgodnie z planem, a po krótkim śnie razem z żoną wyjeżdżamy samochodem do Suchej Beskidzkiej. Ok. 100 kilometrów upływa, dla odmiany, na futbolowych tematach, bo po drodze, w Tychach dołącza do nas kilku sędziów. Mecz w Suchej Beskidzkiej jest kameralny w porównaniu do tego, co widziałem dzień wcześniej w Białymstoku, ale emocji nie brakuje. Broncos, szczególnie w pierwszej połowie, nawiązują walkę z faworyzowanymi Pretorians i jest co oglądać. Druga część spotkania nie jest już tak udana dla gospodarzy, którzy przegrywają w ostatnim domowym meczu w sezonie. Ciśnienie powoli schodzi, można się odprężyć, a weekend, choć intensywny, przyniósł mnóstwo satysfakcji. W drodze do domu zahaczamy o McDonalda i nikt specjalnie nie przejmuje się faktem, że być może nie jest to najzdrowsza opcja… Futbolowy weekend dobiega końca. 2 mecze, 2 wywiady i blisko 1,5tys. przejechanych kilometrów. Czy było warto? Oczywiście, że tak i choć teraz, w grudniu, również nie mogę narzekać na brak spikerskiej roboty (w najbliższą sobotę futsal, w niedzielę koszykówka) to z rozrzewnieniem wspominam weekendy takie jak opisany powyżej. Oby w przyszłym sezonie było ich jak najwięcej!

autor zdjęcia: Dave Shu Photography

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


9 + pięć =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>