The south will rise again!

Sezon PLFA 2014 przeszedł do historii. Zakończył go mecz godny finału. Pełen podtekstów, ukrytych smaczków, no i przede wszystkim znakomitego futbolu. Mało kto zdaje sobie sprawę, jak wiele przejść musieli w mijającym roku świeżo upieczeni zwycięzcy drugiej ligi – AZS Silesia Rebels.

Rebelia w Rebels

Zaczynamy od późnej jesieni 2013. Dawni, doświadczeni zawodnicy Miners. Gracze dobrze pamiętający zdobycie mistrzostwa i wicemistrzostwa kraju, a przede wszystkim walkę jak równy z równym z najlepszymi, nie zamierzali ukrywać swoich futbolowych ambicji. W końcówce ubiegłego roku coś pękło i rozpoczęła się ich masowa dezercja. Kilku graczy zasiliło szeregi Panthers, jak Paweł Szepiszczak, czy Jakub Grabas. Największa grupa przeniosła się za miedzę do obiecujących „złote góry” Steelers, a niektórzy, jak Robert Płonka postanowili „zawiesić buty na kołku”. Przyczyna tej rebelii była prosta – hajs, hajs, hajs. Wieloletnie starania zmieniających się zarządów drużyny (których sam byłem częścią) nie przełożyły się na finansowy efekt w postaci potężnego sponsora prywatnego, na którym można by oprzeć funkcjonowanie teamu w Topligowym stylu. Rebels mieli solidne podstawy organizacyjne, znakomitą atmosferę na świetnie wypromowanych meczach domowych, ale o amerykańskim wsparciu na poziomie Tunde Oguna, czy Deantte Battle’a nie mogło być mowy. Szczególnie po nieudanych eksperymentach choćby z Jamesem Dobsonem przed kilkoma laty. Ambitni gracze powiedzieli głośno, że mają dość dostawania lania w Toplidze i marzy im się powrót do gry o najwyższe cele. Rebels odpowiedzieli rozpoczęciem współpracy z coachem Ralphem Mcgaw, ale to nie wystarczyło. Na horyzoncie pojawił się skuteczny manager i zarazem sprawny polityk Szymon Widera, który wspomagany przez kadrowiczów Steelers zdołał zrekrutować najlepszych graczy do Zagłębia. Tam, jak się miało okazać, potężne amerykańskie wzmocnienia przybrały postać Jeffa Flasha Thompsona, a także coacha Lonniego Hurseya. Obydwaj pożegnali się z klubem w trakcie rozgrywek, a Steelers z rebeliantami w składzie, choć kilkukrotnie podjęli walkę, to zakończyli sezon na przedostatnim miejscu w Toplidze pokonując jedynie Sharks. Wyszło, jak wyszło. Nie o tym będzie ten tekst.

Budowa na zgliszczach

Końcówka ubiegłego roku była prawdziwym testem dla Rebels, który w skrócie opisać można jako walka o przetrwanie. Po rebelii kluczowych zawodników, team został z minimalną ilością graczy i nie było mowy o kontynuowaniu gry w Toplidze. Na domiar złego PLFA1 miała już za sobą spotkanie ligowe i nie zamierzała zmieniać zaakceptowanych podczas niego ustaleń, by przyjąć w swoje szeregi zdegradowanych na własne życzenie Rebels. Ekipie z Katowic nie pozostało nic innego jak schować dumę, a także bogatą historię klubu do kieszeni i rozpocząć wszystko od nowa w drugiej lidze. Kluczowe zmiany nastąpiły w zarządzie gdzie na głęboką wodę rzucony został świeżo zrekrutowany Bartek Kowolik. Stanowisko trenera głównego objął Kuba Samel, który miał za sobą doświadczenia związane z kilkoma znakomitymi sezonami kiedy prowadził do wygranych rezerwy Rebels w „ósemkach”. Do pomocy zdołał namówić Ralpha Mcgaw, który tydzień w tydzień odwiedzał Katowice dojeżdżając z Rzeszowa. W składzie pozostała garstka doświadczonych graczy. Spośród „starych miners” ostał się tylko i wyłącznie defensywny liniowy Michał Czupryna, który zresztą przez dużą część sezonu zmagał się z kontuzją. Trzon nowych Rebels stworzyli dawni gracze Warriors Ruda Śląska. Kajetan Grochowski, Daniel Jagodziński, Sebastian Tyrka, Bartek Banaszewski, a także reprezentanci kraju Maciej Klimczak i Michał Janusz. Do tego były gracz Thunders, Beniamin Bołdys, oraz Mateusz Iwan i Tomasz Talik. To wszystko doprawione było mocno przetrzebionymi szeregami składów, które Samel trenował w ósemkach, a także debiutantami ze świeżych rekrutacji.

od lewej: Beniamin Bołdys, Daniel Jagodziński, Sebastian Tyrka, Kajetan Grochowski foto. Mirka Łukaszek

od lewej: Beniamin Bołdys, Daniel Jagodziński, Sebastian Tyrka, Kajetan Grochowski
foto. Mirka Łukaszek

Z tej mieszanki zaledwie pojedynczy zawodnicy mogli pochwalić się długą i owocną grą na szczytach PLFA. W ogromnej większości byli to młodzi gracze zbierający dopiero futbolowe szlify. Zawodnicy, którzy mieli stworzyć nową siłę Rebels byli wcześniej w dużej mierze graczami głębokich rezerw, lub też drugiego planu, jak Iwan, który pomimo wielu lat treningu nie potrafił wyjść z cienia Zbyszka Szrejbera, czy też Pawła Szepiszczaka na skrzydłach dawnych Rebels. W Internecie, a także w futbolowych mediach krążyły fałszywe plotki o Topligowym potworze, który potężną ilością graczy z pięcioletnim i dłuższym futbolowym stażem zdominuje drugą ligę. Nic z tych rzeczy. Wąski skład Silesii został oparty na świeżym narybku, a zawodników, którzy pograli nieco dłużej można było policzyć na palcach.

Sezon wyzwań

Daleka od zachwycającej ilość zawodników na treningach, kłopoty z poskładaniem linii ofensywnej, problemy ze zdrowiem kluczowych graczy. Ktoś powie, że to typowe w PLFA. Zgadzam się, ale zwróćcie uwagę jak podwójnie trudne musiało być to dla drużyny, która jeszcze przed chwilą była w elicie, dysponując szerokim i doświadczonym rosterem. Pierwszym prawdziwym sprawdzianem tego co zostało z Rebels był sparing z Tychy Falcons. Prześmiewcy zwrócili uwagę na ustawienie OLu z zawodnikami w „four point stance”. A jeśli chodzi o grę, to łagodnie mówiąc nie porywała. Starterzy Falcons szybko i bezproblemowo zdobyli dwa przyłożenia, a Rebels nie bardzo mieli pomysł na skuteczną odpowiedź. Przed coachem Samelem było naprawdę dużo pracy. Rozpoczął się sezon. Pierwszym ligowym przeciwnikiem Rebels była rewelacja ubiegłorocznej rywalizacji w PLFA2, Pretorians Skoczów. Rywal trudny, ale muszący radzić sobie z odejściem kilku ważnych graczy do wyższych lig. Silesia zaprezentowała to, co miało być jej znakiem firmowym przez resztę rozgrywek. Zabójcze onside-kicks, twardy defense i urozmaiconą grę biegową. W dwóch ostatnich aspektach sprawdzony przepis na zwycięstwa w PLFA2. W pierwszej połowie Rebels zbudowali przewagę, a przeciwnicy praktycznie nie dotykali piłki. Było wiadomo, że Silesia, pomimo perturbacji, pozbierała się. Kolejny test był jeszcze trudniejszy, mecz ze sprawdzoną w bojach ekipą Saints. To starcie pokazało realną siłę rebeliantów. Mecz był niesamowicie wyrównany, pełen ostrej defensywy, która wymusiła kilka kluczowych strat. Zakończył się wygraną, ale o dominacji tym razem nie było mowy. Częstochowa miała swoje szanse i była na tym etapie szalenie trudnym rywalem. W trzecim meczu Silesię czekało prestiżowe starcie z ekipą Miners-bis, czyli Suchą Beskidzką Broncos wypakowaną zmotywowanymi i doświadczonymi graczami z Katowic. Wielu z nich zdobywało najwyższe laury grając ramię w ramię z Samelem, inni, jak Filip Bywalec zostali przez niego wyszkoleni od podstaw. Wydawało się, że mający spore ambicje Broncos mogą realnie zagrozić Silesii, ale sam mecz był jednostronny, a Rebels udowodnili swoją wyższość pokonując rywala do zera. W tym momencie było już pewne, że Silesia będzie walczyć nie tylko o awans, ale również o tryumf w drugiej lidze. Pozostałe spotkania w sezonie zasadniczym, choć formalnością nie były, to kończyły się spokojnymi, pewnymi wygranymi. Rebels zakończyli rozgrywki grupowe z idealnym bilansem, najlepszą defensywą i jedynką w przedplayoffowym rozstawieniu. Łyżką dziegciu w tej serii zwycięstw była kontuzja fundamentu defensywy, Macieja Klimczaka, który musiał zawiesić swoją zawodniczą karierę i na stałe zasilił sztab trenerski.

Playoffs

Sytuacja w ćwierćfinale była prosta. Zwycięstwo daje automatyczny awans do wyższej ligi. Przegrana to wysokie prawdopodobieństwo gry w barażu. Rebelianci trafili na silnego przeciwnika, Wrocław Outlaws. Banici przyjechali na Górny Śląsk po wygraną i byli tego bardzo bliscy. Team dowodzony przez Krzysztofa Wydrowskiego rozpoczął ostatnią serię ofensywną, która gdyby zakończyła się przyłożeniem dałaby im wygraną i zakończyła tym samym perfekcyjny sezon Rebels. Los chciał jednak, że na wysokości zadania po raz kolejny stanęła defensywa Silesii i to gospodarze mogli cieszyć się z ciężko wywalczonego awansu.

rebels2

AZS Silesia Rebels fot. Mirka Łukaszek

Półfinał był swoistym rewanżem z Saints za starcie z początku sezonu. Obydwie ekipy przystępowały do meczu z komfortem psychicznym, gdyż miały już zapewniony awans do PLFA1. Nikt jednak nie zamierzał odpuszczać. Rebels pokazali w tym meczu jak mocno rozwinęli się od początku sezonu. Dopracowane niemal do perfekcji onside-kicks pozwoliły na kilkukrotne odzyskanie piłki. Idealnie ustawiona defensywa wymuszała ogromną ilość strat zamieniając je na punkty, lub na świetną pozycję startową do kolejnych serii ofensywnych. Saints nie mieli nic do powiedzenia i nie pozostawało im nic innego, jak stwierdzenie, że rebelianci byli po prostu lepsi. Wysoka wygrana, do zera, uskrzydliła Silesię po wyrównanym ćwierćfinale i nakręciła spory hype przed meczem finałowym. Kilka groszy dołożyła również Mirka Łukaszek przypominając wszystkim zdjęcia swojego autorstwa upamiętniające mistrzostwo Miners sprzed pięciu lat. Właśnie ta podbudowa i potężna dawka wspomnień sprawiła, że finał musiał być wyjątkowy. A w nim czekało kolejne wyzwanie, Seahawks Sopot.

Południe powraca do gry

Futbol w Katowicach miał kilka momentów chwały. Tak się złożyło, że spora część z nich odbywała się zgodnie z niemal identycznym scenariuszem. Na Górny Śląsk przyjeżdża faworyt, świetna ekipa pełna znakomitych graczy, a także, co istotne zasilona obcokrajowcami. Tak było w 2009 roku, kiedy na historyczny, pierwszy mecz w Katowicach przyjechali Warsaw Eagles z Akim Jonesem w składzie. Tak było w 2012, kiedy udało się pokonać Kozły Poznań z Markiem Philmore’m. W pierwszym przypadku stawką meczu był awans do wielkiego finału, w drugim wejście do playoffs inauguracyjnego sezonu Topligi. Silesia grając krajowym składem w żadnym z nich nie była faworytem, a przeciwnik zawsze obejmował prowadzenie i mecze kończyły się dramatycznymi końcówkami. Historia, jak widać, lubi się powtarzać. Gra Seahawks była w bardzo dużym stopniu oparta na zagranicznych zawodnikach, co idealnie pokazała pierwsza połowa spotkania. Podwajany Jeremy Dixon skupiał na sobie mnóstwo uwagi defensywy dając tym samym o wiele więcej miejsca kolegom z drużyny. Kiedy już dostawał piłkę był najpewniejszą opcją w ofensywie Sopotu i zaliczył kilka kluczowych pierwszych prób pozwalając swojej drużynie na kontynuowanie ataku. Kiedy w drugiej połowie go zabrakło, po wykluczeniu przed arbitrów, ofensywa nie działała już tak płynnie. Luke Zetazate, choć miał do dyspozycji jeszcze jednego amerykanina, Isiaha Cruza i cały zastęp krajowych graczy nie był już w stanie wedrzeć się z piłką w pole punktowe rebeliantów. A Rebels grali swoje, konsekwentnie to co przez cały sezon. Wierny swojej taktyce Kuba Samel zamiast kombinować postawił na perfekcyjną egzekucję tego, czego konsekwentnie uczył i to przyniosło efekt w postaci zwycięstwa. W kluczowej akcji Zetazate zamiast odkopnąć piłkę dał się powalić na murawę nacierającej defensywie Silesii, oddając jej tym samym futbolówkę w idealnym miejscu do wygranej. Beniamin Bołdys wykonał skuteczne kopnięcie, a chwilę później sędziowie zakończyli mecz. Po raz trzeci w swojej historii Silesia pokonała faworyzowanego przeciwnika w kluczowym meczu w bardzo podobnych okolicznościach. Trybuny eksplodowały radością, a chwilę później Kuba Samel podniósł puchar za zwycięstwo w PLFA2. Jeszcze rok temu Rebels byli na krawędzi i wszyscy wróżyli drużynie stopniowy upadek. Dzisiaj, dzięki ciężkiej pracy i sporej ilości wyrzeczeń Silesia wraca do gry. Przeciwnicy w PLFA1 będą o wiele bardziej wymagający, ale nie ma najmniejszych wątpliwości, że rebelianci poradzą sobie. Najgorsze mają już za sobą, teraz czas na kolejny krok w drodze powrotnej do elity. Drużyna może być wzorem znakomitej atmosfery i odpowiedniego podejścia, tak do treningów, jak i do gry. W sumie to coś w tym jest, rebelianci aby wygrać potrzebowali… rebelii.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „The south will rise again!

  1. Mirosław Klimczak pisze:

    Nareszcie na chorobowym mogę spokojnie poczytać, a tu od razu taki ładny tekst :) Dzięki, Dawid, od siebie dodam, że chrzest bojowy dla większości obecnych zawodników Rebels był wymarzony i wierzę, że to ich zmobilizuje do dalszej ciężkiej pracy i dalszego budowania legendy tej drużyny.

  2. Mateusz Łukaszek pisze:

    Ładny tekst na ładne zwycięstwo:)
    Gratuluję Rebelsom mistrzostwa i życzę sukcesów i przede wszystkim dobrej zabawy w przyszłym sezonie.

    PS Swoją drogą te długie sezony zawsze były jakieś takie ogólnie ciekawsze i przy okazji lepsze w wykonaniu Silesii.

  3. Ten tekst wiele tłumaczy przede wszystkim takim niezorientowanym osobom jak ja. Myślę również że kipi z niego prawd która dla wielu jest pewnie bardzo gorzka. Jako osoba będąca w boku całego wydarzenia rozpoczęłam swoje aktywne kibicowanie w połowie rozgrywek, szybko jednak mocno się zaraziłam atmosferą która prowadziła chłopaków na szczyt. Kiedy robisz zdjęcia jesteś blisko zawodników. To zaszczyt być tuż obok gdy normalny kibic stoi na trybunie. Tutaj na boisku mocniej bije serce, a twarze zawodników wyrażają wszystko. W połowie meczu, przegrywając większość chłopaków straciła wiarę, w ich oczach był pusty wyraz. Podczas narady poprosiłam Maćka Klimczaka aby ich zmotywował, dał im wiarę, bo bez niej trudno o zwycięstwo. Te mobilizujące rozmowy potrafią zdziałać cuda. Zawodnicy wzajemnie się podbudowują, napędzają i podnoszą się na duchu. Nie sądziłam że potrafią się szczerze przeprosić za popsutą akcję i poprosić o wsparcie na boisku, a Oni właśnie tak zrobili. „Bądźmy drużyną!” krzyknął jeden z chłopaków. Wiem że świadomość przeciwnika może zmobilizować ale może też przerazić… Świadomość nie do końca wyrównanej walki *wsparcia w mocnych zawodnikach przeciwnika, mocno huczała w głowach zawodników Rebels. Nie poddali się emocjom, naprawdę skupili się na walce i z rozwagą pokazali to co wypracowali wspólnie przez ten sezon. Myślę że tak drużyna ma szczęście nie tylko dlatego że zwyciężyła, Oni są składem którego mogą pozazdrościć inni, to szanujący się poważni i dorośli mężczyźni, skupieni na wspólnym dążeniu do osiągania coraz lepszych wyników, pełni jednak pokory dzięki której uda się iść dalej z potężnym ładunkiem energii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


3 × osiem =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>