Temat – Kadra

Wiele słów na temat jedenastoosobowego debiutu reprezentacji Polski zostało już napisanych i wypowiedzianych. Grę widzieliśmy wszyscy, a atmosfera bijąca z trybun mam nadzieję, że była wyczuwalna i udzieliła się również tym, którzy oglądali Internetową relację. Temat „kadra” bardzo mocno polaryzuje nasze środowisko i to miało niestety spore przełożenie na frekwencję podczas sobotniego meczu. A jaki był ten mecz, czy było warto zrobić sobie wycieczkę do opanowanej przez związki zawodowe stolicy i w końcu jaka przyszłość czeka naszą kadrę? O tym będzie poniższy tekst.Co widzieliśmy na boisku?

Warto rozpocząć od tego co najistotniejsze, czyli sportowego wymiaru debiutu reprezentacji. Pierwszą kwartę najłagodniej można określić słowem falstart. Zdenerwowanie, stres, spowodowane odpowiedzialnością związaną z grą z orzełkiem na piersi, sprawiały, że proste błędy pojawiły się bardzo szybko i, niestety, ustawiły mecz. Kosztowny fumble w pierwszej akcji, a później dwa podania „za kołnierz” zamienione na przyłożenia przez holendrów zdecydowały o tym, że „momentum” uciekło gdzieś bardzo daleko. Podobnie zresztą jak szansa na zwycięstwo. Mimo słabego wejścia w mecz bardzo podobała mi się postawa kadrowiczów, którzy w momencie krytycznym nie zaczęli kłócić się na sidelinie i wzajemnie oskarżać o złe zagrania, co niewątpliwie doprowadziłoby do katastrofy, ale wręcz przeciwnie, byli razem i robili wszystko, aby wspólnie, jako drużyna otrząsnąć się po falstarcie. No i udało się. Defensywa już w drugiej kwarcie zaczęła wyglądać solidnie, a gładko poczynający sobie Holendrzy zaczęli coraz częściej natrafiać na mur sprawiający, że ich gra nie wyglądała już tak płynnie. Ofensywa potrzebowała niestety nieco więcej czasu, i choć tu i tam zdarzały się niezłe akcje, to było ich zbyt mało aby przeprowadzić skuteczny, długi drive. Nową jakością było wejście młodziutkiego Filipa Ilnickiego, który na campie prezentował się średnio i tak naprawdę jego wiek i potencjał na przyszłość, a także kontuzje konkurentów w dużej mierze zadecydowały o tym, że w ogóle znalazł się w składzie. Pojawiło się sporo zarzutów mówiących o tym, że Ilnicki powinien był grać od pierwszej minuty. Być może gdyby camp trwał dwa tygodnie, a nie dwa dni młody rozgrywający miałby szansę się pokazać i przebić do pierwszego składu. Jednak w tej sytuacji jaką mieliśmy nie dziwię się, że sztab trenerski zadecydował, aby postawić na bardziej doświadczonych graczy. Inna sprawa to fakt, że po pierwszym mocniejszym ciosie przeciwnika Ilnicki musiał na dłuższy czas opuścić plac gry… Tak czy inaczej, po tym co widzieliśmy jesteśmy już mądrzejsi i nie tylko ja z niecierpliwością oczekuję rywalizacji o miejsce startowego QB pomiędzy Ilnickim, a… Bartkiem Dziedzicem.

Co widzieliśmy na trybunach?

Bardzo żałuję, że nie udało się wypełnić kibicami całego obiektu. Konwiktorska nie jest jakimś potężnym stadionem i 7 tysięcy jak najbardziej było w naszym zasięgu. Finalnie na krzesełkach zasiadło ok. 3 tysięcy widzów i jest to rezultat, który mógł być zdecydowanie lepszy. Odnoszę wrażenie, że kadra musiałaby się składać z zawodników absolutnie wszystkich drużyn PLFA i dopiero wtedy moglibyśmy być pewni, że całe środowisko z równym entuzjazmem podejdzie do promocji meczu reprezentacji. A tak w wąskim składzie mieliśmy: 39 graczy siedmiu klubów Topligi, trzech zawodników dwóch drużyn PLFA1 i trzech reprezentantów lig zagranicznych. To było widoczne na trybunach, choć muszę podkreślić, że pomiędzy kibicami teamów z kadrowiczami migały też koszulki i symbole: pozostałych warszawskich drużyn, a także ekip z Lublina, Torunia, Przemyśla i kilku innych. Spotkałem się z opiniami, że część osób, które przyjdą na mecz nie będą kibicować, „bo to nie ich kadra”. To co działo się na trybunach pokazuje, że podobne tezy są z gruntu fałszywe. Udało się stworzyć niesamowitą atmosferę i pomimo relatywnie słabej frekwencji doping był bardzo intensywny. Myślę, że kadrowicze czuli nieustanny napływ entuzjazmu i pozytywnej energii z trybun, które nie przestawały kibicować pomimo słabszych momentów w grze. Krótko mówiąc kibice spisali się na medal. Wielkie ukłony należą się tym, którzy pomimo wielu kilometrów do przebycia pojawili się na Konwiktorskiej i przez cały mecz zdzierali gardła wspierając kadrę. Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że następnym razem będzie nas więcej…

Co dalej?

W aspekcie sportowym niewątpliwie trwa proces zgrywania się poszczególnych formacji. Ograniczona ilość czasu sprawia, że kadra nigdy nie będzie tak zgrana jak kluby trenujące kilka razy w tygodniu, ale z drugiej strony widać progres i choć wciąż daleko od ideału można być optymistą. Kadra powoli się dociera, zarówno w sztabie trenerskim, jak i wśród powołanych znalazły się osoby, które sprawdziły się i potwierdziły swoją wartość, jak i takie, które nie mogą być pewne swojej przyszłości w reprezentacji. Proces formowania drużyny i budowania kadry będzie trwał jeszcze jakiś czas, a poukładana Holandia pokazała bardzo dobitnie ile brakuje nam jeszcze do ideału. Pozytywnie nastraja mnie podejście zawodników, ale również wszystkich zaangażowanych w pracę na rzecz kadry. Porażka z Holandią sprawiła, że wszyscy są podwójnie zmotywowani aby niwelować swoje błędy i niedociągnięcia. Jestem więcej niż przekonany, że kolejny odcinek sagi pt. „kadra Polski” dostarczy nam jeszcze więcej pozytywnych emocji. A jeśli o emocjach mowa to warto do wszystkiego podejść z nieco większym spokojem. Szeroko rozumiana „kadra” zdołała zaangażować ogromną większość najbardziej doświadczonych osób związanych z futbolem w Polsce. Zaczynając od zawodników, poprzez trenerów i na działaczach kończąc. Nie widzę wielkiego sensu w krytykowaniu kadrowego przedsięwzięcia, bo to nasza wspólna sprawa, która z założenia ma być ponad podziałami. Wolałbym, aby osoby tracące swoją energię na ocenianie dołożyły w jakiś sposób swoją cegiełkę w rozwój pozytywnego „hype’a” wokół kadry. Prawda jest taka, że nie musimy się darzyć sympatią, ani nawet specjalnie lubić, ale jeśli chodzi o kadrę i bardziej górnolotnie, futbol w Polsce to jesteśmy jedną drużyną. Wszyscy mamy wspólne cele i wszyscy gramy do jednej bramki. Dyskusja o powołaniach, o wyborach sztabu trenerskiego etc. jest bardzo potrzebna, ale nie może być decydującym aspektem całkowicie przykrywającym inne wątki. Nie możemy pozwolić sobie na rozdźwięk w publicznym mówieniu o kadrze, bo to po prostu nie jest dobre dla dyscypliny jako całości. Kończąc chciałbym wyrazić nadzieję, że coraz więcej osób zacznie przekonywać się, że o wiele lepiej wprowadzać sensowne zmiany i działać na rzecz rozwoju od środka. Kadra jest otwarta na wszystkich chętnych i ma niezbędne cechy, aby stać się okazałą wizytówką całej dyscypliny. Nie zmarnujmy tego.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


dwa − = 1

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>