Sędziowski tryout

Zebry, jak często nazywani są futbolowi sędziowie, to bardzo ciekawa część naszego środowiska. Nie udzielają się specjalnie w mediach społecznościowych, choć niemal każdy z nich dumnie prezentuje się na zdjęciach w pasiastym stroju. Przygotowują się, być może nieco inaczej niż zawodnicy, ale mogę was zapewnić, że równie ciężko. Robią swoje i są najszczęśliwsi kiedy po ostatnim gwizdku w każdym z meczów nikt nie pamięta, że… byli na boisku.

Sędziowskie „4 mecze”

O wydziale sędziowskim PZFA zrobiło się ostatnio nieco głośniej przy okazji zmiany na stanowisku przewodniczącego. Wojciech Ratajczak zastąpił Krzysztofa Walentynowicza, który w jednym z wywiadów wyznał, że cały wydział liczy na ten moment nieco ponad 60 sędziów. Choć to całkiem okazała liczba, mogąca stworzyć solidny futbolowy team, to ligowe potrzeby zwiększają się z sezonu na sezon i wykwalifikowanych sędziów wciąż brakuje. Myślę, że nie pomylę się bardzo stwierdzając, że 1/3 spośród wszystkich sędziów to weterani mający na swoim koncie blisko 100, lub nawet grubo ponad setkę przesędziowanych meczów. 1/3 to sędziowie ze średnim, około 50-meczowym doświadczeniem, a reszta to rookies, którzy gwizdali na mniej niż 20 spotkaniach. W trakcie sezonu sędziów spotykam wielokrotnie. Z częścią z nich regularnie podróżuję na mecze, a godziny w samochodzie, czy pociągu upływają na niekończących się futbolowych dyskusjach. Jeden z bardziej doświadczonych arbitrów, były gracz Gliwice Lions, Adam Orzeł zawsze powtarza, że przy obecnej liczbie sędziów idealnym rozwiązaniem jest gra nie więcej niż 4 meczów w każdy dzień weekendu. Zakładając, że do obstawienia każdego z nich potrzeba, od czterech sędziów na niektóre mecze PLFA2, do aż 7 na część spotkań Topligi, trzeba przyjąć, że zawsze kiedy gramy w futbol ponad 20 sędziów jest w pracy. Jak dobrze wiecie w zakończonym sezonie nie raz i nie dwa zdarzały się dni kiedy rozgrywano więcej spotkań. Jak łatwo policzyć, przy tych dodatkowych meczach ilość potencjalnie dostępnych sędziów gwałtownie maleje. Wtedy zaczynają się schody i jakość obsad proponowanych przez wydział sędziowski może nie być tak wysoka, jak w przypadku „rozwiązania idealnego”. Z roku na rok sytuacja ulega jednak poprawie. Zwiększa się ilość zebr, a zbliżające się szkolenie sędziowskie to doskonała okazja, aby dołączyć do elitarnego grona, „pasiastej drużyny”

Sędziowskie życie

Wydaje mi się, że mogę zdradzić kilka sędziowskich sekretów, które poznaje się nie tylko przy okazji szkolenia, ale również przy okazji gwizdania kolejnych meczów. Przed dwoma laty sam brałem udział w kursie sędziowskim i mam nawet na swoim koncie debiut, do tego międzynarodowy, w sparingu, jaki w Brnie Rebels grali z miejscowymi Alligators. Perspektywa śledzenia spotkania z punktu widzenia „sędziowskich kluczy”, specyficznej filozofii, oraz motoryki, która bardzo dokładnie określa sposób poruszania się po boisku, znacząco różni się od tej, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni. Spora ilość obowiązków komentatorskich sprawia, że osobiście nie bardzo mam możliwość sędziowania kolejnych spotkań, ale nie żałuję tych kilku weekendów spędzonych na szkoleniu. Z tego miejsca polecam je gorąco również wszystkim komentatorom. Znajomość sędziowskich zwyczajów bardzo ułatwia współpracę z Referee i, w mojej opinii, mocno zwiększa jakość oprawy meczowej. Dość dygresji, wracamy do sędziów. Ich weekendy z pewnością nie należą do najbardziej rodzinnych. Wyjazdy na mecze do Szczecina, Białegostoku, czy Olsztyna to norma, a pociągi jeżdżą bardzo różnie. Nie ma mowy o transporcie wspólnie z drużyną z okolicy. Trzeba dojechać na własną rękę i można mówić o sporym szczęściu kiedy okazuje się, że któryś z kolegów (bądź koleżanek) z obsady dysponuje samochodem. Sędziowie spotykają się na stadionie z reguły dwie godziny przed meczem, gdzie ma miejsce tak zwany „pre-game”. Każda zebra przygotowuje na niego jakieś zagadnienie związane z sędziowskim fachem i pod czujnym okiem doświadczonego sędziego głównego referuje je pozostałym arbitrom. Samo spotkanie to już maksymalnie intensywne 2,5 godzinne przeżycie. Dzieje się sporo, zawodnicy nie biegną tam gdzie teoretycznie powinni, piłka wypada z rąk i odbija się w szalonych kierunkach, a trener ulegnie emocjom za każdym razem kiedy, nawet najbardziej oczywisty faul jest rzucony przeciwko jego drużynie. Zdarzają się też błędy. Jeden z najgorszych, czyli IW (inadvertent whistle) przerywający akcję w najmniej odpowiednim momencie kończy się soczystą reprymendą w szatni i obowiązkiem… postawienia piwa całej ekipie sędziowskiej. Niepisanych zasad sędziowskiego fachu jest o wiele więcej, a zebry to całkiem zgrana i trzymająca się mocno razem ekipa. Jeśli chcecie zostać jej częścią, nic prostszego. Wystarczy wziąć udział w szkoleniu.

Sędziowskie zarobki

WS PZFA - logoLast but not least, trzeba wspomnieć o wynagrodzeniach arbitrów. W sporcie tworzonym przez pasjonatów, jakim z całą pewnością jest futbol amerykański, bardzo wiele funkcji odbywa się od początku do końca na zasadzie wolontariatu. Sędziowanie jest jedną z nielicznych, za jaką oferowane jest wynagrodzenie. Wszystkich zacierających ręce i zachwyconych wizją rozbicia futbolowego banku od razu uprzedzam, że nie są to kokosy. W zakończonym sezonie PLFA 2013, sędzia adept, czyli żółtodziób świeżo po szkoleniu sędziowskim za każdy ze swoich pierwszych meczów dostał 35zł brutto plus zwrot kosztów dojazdu w maksymalnej wysokości 180zł przy założeniu, że by dotrzeć na mecz przebyć musiał więcej niż połowę kraju. Doświadczony arbiter Topligi mógł liczyć na 120zł brutto podstawowej stawki plus, podobnie jak w przypadku debiutanta, pieniądze na dojazd. Skala powyższych przychodów z pewnością nie rzuca na kolana, ale jeśli ktoś szuka weekendowego hobby, do którego „nie trzeba dopłacać”, to sędziowanie ładnie wpisuje się w tą kategorię. Najbardziej rozchwytywani sędziowie są w stanie gwizdać nawet na 7-8 meczach w miesiącu, co daje w trakcie sezonu całkiem sympatyczny przychód. Myślę, że żaden student nie pogardzi futbolowym stypendium. Warto jednak dodać, że sędziowskie zaangażowanie nie kończy się tylko i wyłącznie na meczach. W kilku miastach (Warszawa, Górny Śląsk) odbywają się regularne spotkania sędziowskie, które można porównać do sesji teoretycznych. Każdy arbiter zobligowany jest do interpretowania skomplikowanych sytuacji, które co jakiś czas rozsyłane są na sędziowskie maile. Nie wspominam już o dorocznym teście sędziowskim, którego poziom trudności z każdą edycją wzbija się na kolejne szczyty. Nie ma przesady w stwierdzeniu, że rulebook śni się zebrom po nocach i życzyłbym sobie, aby polscy futboliści mieli choć w połowie tak rozległą wiedzę, jak ekipa sędziowska. Warto do niej dołączyć, a pierwszym krokiem jest wypełnienie formularza, który znajdziemy na stronie plfa. Przedsezonowy kurs sędziowski odbędzie się w końcówce stycznia i jeśli jesteś zawodnikiem, który powoli zbliża się do końca swojej kariery, albo kibicem, chcącym znaleźć się bliżej gry, to po prostu nie możesz go przegapić. Wpadaj na sędziowski tryout i dołącz do grona ludzi, którzy mogą ze zdecydowanie najlepszej perspektywy obserwować rozwój futbolu amerykańskiego w Polsce. Warto!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Sędziowski tryout

  1. AtPLFA pisze:

    Ładny tekst, zapraszam na pierwszy fanpage poświęcony bardziej niższym ligom w kraju.
    Mamy nadzieję, że kogoś interesuje to co się dzieje i dziać będzie w PLFA 1, PLFA 2 itd ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


3 − = dwa

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>