Rebels na wielkim ekranie

Kamil i Piotrek. Przez cały sezon 2012 kręcili się wokół AZS Silesia Rebels. W obiektywie szklanego oka kamery podglądali: mecze, treningi, wyjazdy, momenty chwały i triumfu, a także, te najtrudniejsze, pełne bólu, rozczarowania i frustracji. Zebrali blisko 100 godzin nieoszlifowanego materiału, z którego miał powstać film pokazujący prawdziwe oblicze futbolu amerykańskiego w Polsce. Na efekt ich pracy trzeba było trochę poczekać, ale udało się. 3 lutego 2014 roku, dzień po 48 Super Bowl, bomba wybuchła. Dawni i obecni, zawodnicy, działacze i kibice, zobaczyli premierę długo oczekiwanego dokumentu.

Minęła godzina 21:00. W bardzo klimatycznych i równie gościnnych murach postindustrialnego Parku Tradycji w Siemianowicach Śląskich zebrała się spora część „futbolowej śmietanki” z Górnego Śląska. Mieszcząca 160 miejsc sala kinowa została wypełniona niemal po brzegi. Co ciekawe, prawie w ogóle nie rozmawiano o Super Bowl, choć od ostatniego gwizdka w meczu kończącym ostatni sezon NFL upłynęło zaledwie kilkanaście godzin. Wszyscy wyczekiwali startu filmu, o którym wiedzieli tyle, że powstawał, ale jego historia dość mocno się po drodze skomplikowała. Tu i tam pojawiały się jakieś urywki, zajawki. Oczywiście masowy opad szczęk wywołała publikacja bardzo efektownego trailera, ale tak naprawdę nikt nie wiedział czego dokładnie się spodziewać. Reżyser, Kamil Krawiec, razem z głównym operatorem, Piotrem Iwanowiczem również byli bardzo ciekawi reakcji głównych bohaterów swojego dzieła. Kamil, chwilę przed pokazem z obawą mówił mi, że nie ma pojęcia jak zawodnicy odbiorą film i przede wszystkim, czy obraz sprosta nadziejom z nim związanym. Gromkie oklaski widowni na moment po zakończeniu pokazu rozwiały wszelkie wątpliwości i wywołały wielki uśmiech na twarzach twórców. Efekt setek (a może tysięcy?) godzin pracy został doceniony z wielkim entuzjazmem przez bardzo krytycznych widzów. Zacznijmy jednak od początku.

Ten film nie jest tym, czego się spodziewacie. Nie ma prostej historii, której rozdziałami są kolejne mecze przetykane ustawionymi wywiadami z zawodnikami, uzewnętrzniającymi się do kamery. Jest nieco inaczej. Mamy do czynienia z impresją, w której prym wiodą dwie postacie. Potężny linebacker, mimowolny motywator drużyny, Paweł Krzywdziak, a także grający trener, fundament teamu, rozgrywający, Michał Kołek. Pierwszy z nich jest zadziwiającym połączeniem artystycznej duszy i brutalnej siły. Drugi, definicją poświęcenia i ciężkiej pracy. W jednej ze scen otwierających film (jej część widoczna również w trailerze) Krzywdziak we właściwy sobie sposób stawia drużynę do pionu. Nie przebiera w słowach, a męski przekaz i ekspresja jasno pokazują czego się spodziewać w kolejnych scenach. Nie ma półśrodków, jest pełne zaangażowanie i gra na 100% pomimo bólu oraz wielkiej siły przeciwnika. Nie ma też cenzury i wycinania niewygodnych fragmentów. Jest za to całe futbolowe mięcho. Widać zaangażowanie Kołka w trening indywidualny przetykany hitami, jakich hurtowe ilości musi znosić w każdym meczu. Trzeba naprawdę wielkiego serca, aby wytworzyć w sobie upór i pasję zdolną przezwyciężyć frustracje spowodowane takimi niepowodzeniami.

autor zdjęcia: Mirosława Łukaszek

Oglądając obrazki z meczów i szatni, obserwując ujęcia z autobusu i siłowni możemy poczuć się jak członkowie drużyny. Kamera podgląda zawodników, jest między nimi i pokazuje niesamowitą intensywność emocji jaką dostarczyć może tylko futbol. Kto gra, grał, lub po prostu miał kiedyś to szczęście być w środku tego wszystkiego, dobrze wie co mam na myśli. Dzięki filmowi Krawca i Iwanowicza każdy może wejść w huddle i przeżyć razem z Rebeliantami szczęście zwycięstwa, ale też gorycz porażki. Oglądając wiemy, że tutaj nie było dubli. Całość jest dopieszczona technicznie i bardzo efektowna, choć część ujęć jest gwałtowna i szarpana. Surowe emocje tylko wzmacniają efekt. Film jest dynamiczny i choć relatywnie krótki, bo trwa nieco ponad pół godziny to porównałbym go do zastrzyku adrenaliny. Moje wrażenia z całą pewnością spotęgowane są faktem, że sam byłem świadkiem, a często również częścią wszystkich przedstawionych wydarzeń. Jeśli jednak widzowie niezwiązani aż tak emocjonalnie z Rebels poczują choćby ułamek tego pierdolnięcia, to Krawiec z Iwanowiczem mogą uznać to za spory autorski sukces.

Film ma mnóstwo dodatkowych smaczków. Bardzo ciekawe jest uchwycenie lingwistycznej polsko-angielskiej hybrydy jaką posługują się trenerzy i zawodnicy. „Pamiętajcie, że Sam i Mike blitzują, a ty masz zostać, bo Qb lubi posłać daleki pass…” – zdania porównywalne do tego, wypowiadane są co chwila przez Łukasza „Grubera” Samojłowicza, koordynatora defensywy Rebels. Na uwagę zasługuje kontrast w wypowiedziach Krzywdziaka, który podobnie jak Richard Sherman na co dzień jest spokojnym, wyważonym, inteligentnym facetem. Emocje i boiskowy klimat wyciągają gdzieś z ukrycia pełnego pasji gladiatora, którego zaangażowanie porusza cały team…

Z dzisiejszej perspektywy dokument nabiera bardziej metaforycznego znaczenia. W amatorskich i półprofesjonalnych sportach zmiany następują szybko, a Rebels są najlepszym przykładem na potwierdzenie tej tezy. Postacie, które będą tworzyć siłę Rebeliantów w zbliżającym się sezonie są w filmie ledwie zarysowane. Jakub Samel, Maciek Klimczak, Daniel Jagodziński, Michał Janusz, Mateusz Iwan, Sebastian Tyrka, czy Kajetan Grochowski pojawiają się tylko w tle. To nic w porównaniu do osób na których opiera się główna siła przekazu. Tych jednak nie zobaczymy raczej w najbliższym czasie w czarno-białych barwach Silesii. Rebels czeka w roku 2014 nowe otwarcie, a każdy z zawodników, który opuścił klub będzie pisał nowy rozdział w swojej indywidualnej historii. Prezes Bielawa Owls, Przemysław Klinger określił film jako epitafium. Trzeba przyznać, że gdyby obraz miał zapędy kronikarskie mógłby wyewoluować w tym kierunku. Szczęśliwie twórcy postawili na dystans, artyzm i zachowali odpowiednią perspektywę. Myślę, że każdy zawodnik, czy działacz jakiejkolwiek drużyny futbolowej w kraju znajdzie w dokumencie cząstkę siebie.

Kilka osób po premierze żałowało, że podobne dzieło nie powstało za czasów np. mistrzowskiego sezonu Miners. Choć sam chętnie zobaczyłbym taki film, to uważam, że finalny efekt jest zdecydowanie mocniejszy w obecnej formie. Mamy tutaj bardzo oryginalnie uchwycony przeciętny sezon (zakończony bilansem 3-7 i porażką w półfinale) drużyny, która borykała się ze sporymi kłopotami wewnętrznymi. Nie ma mowy o amerykańskim śnie i triumfalnej drodze od zwycięstwa do zwycięstwa. Jest za to coś, co pozwala z perspektywy spojrzeć na całość rozwoju futbolu w kraju i jest to bardzo cenne spojrzenie. Rebeliancki dokument Krawca i Iwanowicza pokazuje w pełnej krasie wszystkie cienie i blaski futbolu amerykańskiego w Polsce. Nie ma tutaj ściemy i koloryzowania. Jest za to piękno poświęcenia dla drużyny, pełna skala sportowych emocji, a z drugiej strony przypudrowana organizacyjna prowizorka. Mam nadzieję, że film odbije się szerokim echem nie tylko w naszym środowisku, ale również wśród osób nie zainteresowanych futbolem tak w kraju, jak i za granicą. Wiem, że twórcy planują kolejne pokazy, a także udział w festiwalach filmowych. Postaram się o wszystkich sukcesach obrazu na bieżąco informować. Prapremiera filmu za nami, a już wkrótce każdy z Was będzie mógł zobaczyć go na własne oczy. Raz jeszcze gratulując twórcom, gorąco polecam. Tego przegapić nie można!

Autor zdjęcia: Mirosława Łukaszek

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Rebels na wielkim ekranie

  1. NFLBlog.pl pisze:

    Będzie to można obejrzeć gdzieś poza pokazami specjalnymi i festiwalami?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


4 + trzy =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>