Pokazowa lekcja Spartans

Odbyłem przed kilkoma dniami bardzo ciekawą rozmowę z jednym z weteranów, grających w PLFA1. Moje zdumienie było ogromne kiedy usłyszałem o rzekomej rywalizacji pomiędzy PLFA1 i Topligą, a także o tym, że drużyny na tych dwóch poziomach dzieli tylko i wyłącznie talent obcokrajowców oraz możliwości finansowe. Wspomniana rozmowa sprawiła, że postanowiłem wynaleźć w archiwum tekst, który popełniłem na początku czerwca tego roku i wtedy nie zdecydowałem się na jego publikację. Felieton należy do tych „nieco mocniejszych”, dlatego we wstępie chciałbym zaznaczyć, że jego celem nie jest „kopanie leżącego”, a podkreślenie pewnego stanu umysłu, który na dłuższą metę całemu środowisku przynosi więcej szkód niż korzyści.

Warsaw Spartans - logoŚmiejemy się z biednych Spartan. Szydzimy z nich od samego początku sezonu kiedy to będąc w końcu Mistrzem Polski, zasilili swoim składem Topligę. A może powinienem napisać to inaczej, bo „zasilili” w tym przypadku chyba nie jest najtrafniejszym określeniem. Tak czy inaczej, po sławetnej akcji powrotnej Clarence’a Andersona wykonanej w warszawskich derbach moda na wyśmiewanie Spartan przekroczyła granicę naszego kraju i dziś można już śmiało powiedzieć, że to ogólnoświatowy trend. Za chwilkę znakomity return amerykańskiego gracza pojawiać się zacznie w filmikach instruktażowych, którym trenerzy straszyć będą młodych adeptów futbolu, dopiero uczących się tacklowania. To będzie z pewnością wisienka na torcie szydery, z którą zbliżając się do końca swojego „Perfect season” muszą borykać się nie tak dawni etatowi zwycięzcy.

Odnoszę wrażenie, że natężenie niechęci skierowanej przeciwko Spartanom ma swoje bardzo konkretne źródło, a jest nim ubiegłoroczna Internetowa aktywność zawodników, oraz działaczy drużyny. Przed niemal półtora roku (początek 2011, przyp. aut.) to właśnie Spartanie liderowali futbolowemu środowisku w kategorii „emanowanie rozgoryczeniem po powstaniu Topligi”. Faktycznie, wygrywając PLFA2 mogli czuć się niedocenieni kiedy dotarła do nich wiadomość o tym, że ich awans nie do końca jest taki jak sobie wymarzyli. Widać jednak, że nawet zwycięstwo w niższej klasie rozgrywkowej dwa razy z rzędu nie gwarantuje sukcesów w walce z weteranami PLFA. Wracając na moment do Andersona to nie przypominam sobie żeby ktoś specjalnie fetował i eksponował jego poprzednie, znakomite akcje powrotne, których w tym sezonie nie brakowało. Ja sam przypominam sobie trzy nie mniej efektowne, z czego dwie ponad 90jardowe (!) które zapewniły Eaglesom wygraną w nadspodziewanie zaciętym starciu z poznańskimi Kozłami. O tych zagraniach zdajemy się zapominać w momencie kiedy na horyzoncie pojawiają się „Spartanie, których nawet 300 nie zdołałoby zatrzymać #7”.

Co ciekawe w ilości komentarzy nieprzychylnych Spartanom wyróżniają się przedstawiciele klubów z bardzo krótkim i mało imponującym ligowym stażem. W ich przypadku historia bardzo szybko może się powtórzyć. Przykład Spartans pokazuje dobitnie jak łatwo uwierzyć w swoje umiejętności ocierające się o NFL (a przynajmniej NCAA), kiedy wygrywa się wysoko z drużynami gdzieś tam w niższych ligach. Przeskok do Topligi okazuje się bolesny dosłownie i w przenośni i, co chyba szczególnie deprymujące dla warszawskiej ekipy, odczuwalny nie tylko w starciach z największymi futbolowymi tuzami w kraju. Przykład Spartans pokazuje również na jak wielki szacunek zasługują Kozły, czy nawet Rebels, za to, że choć organizacyjnie, finansowo i sportowo słabsi to podjęli przed rokiem trudną decyzję decydując się na wejście do Topligi. A także, co najważniejsze, wytrzymali w niej, w przeciwieństwie choćby do Tigers. Większa ilość meczów rozgrywana częściej niż do tej pory, z o wiele trudniejszymi przeciwnikami, to na pewno nie jest spacerek. W tym roku na podjęcie rękawicy zdecydowali się Spartans i Steelers i w ich przypadku pierwszy offseason pokaże czy zderzenie z rzeczywistością wzmocni klub, czy też zabije. Każdy z nowych zawodników Topligi w prywatnej rozmowie przyzna, że gra się o wiele trudniej niż zakładał, że bezcelowe jest porównywanie szybkości oraz intensywności rywalizacji, a futboliści, z którymi trzeba się mierzyć to w ogromnej większości prawdziwi atleci. Topliga uczy pokory, a lekcja jaką w tym roku otrzymują Spartans to naprawdę bolesne przeżycie. Trzymam kciuki, aby wyciągnęli z niej wnioski i w przyszłym sezonie wrócili twardsi, silniejsi i lepiej przygotowani. Ciężki jest los beniaminka, ale jestem przekonany, że przyglądając się sytuacji Spartan wszyscy możemy się czegoś nauczyć.

Dzisiaj, po kilku miesiącach od momentu kiedy powstawał ten tekst, sytuacja uległa delikatnej zmianie. Zbyt mocno wierzący w swoje umiejętności Spartanie polegli nie tylko w Toplidze, ale również w PLFA2 oraz w rywalizacji juniorów. Sezon zakończyli z bilansem 1-19, a obrazu dopełnia stosunek punktów zdobytych i straconych na poziomie: 68 – 818 (średni wynik końcowy meczu 3,4 – 40,9pkt). W offseasonie część zawodników postanowiła zmienić klub, a do tego doliczyć należy kolejnych, przechodzących na futbolową emeryturę. Ciosem kończącym jest stale powracająca plotka mówiąca o fuzji z Królewskimi i stworzeniu Warsaw Capitals. Bez względu na to ile jest w niej prawdy wnioski nasuwają się same. Bardzo łatwo z wygodnej perspektywy PLFA1 czy 2 podsumowywać i oceniać Topligowych „chłopców do bicia”. Wracając do przywołanej na początku tekstu rozmowy to bardzo żałuje, że historie, takie jak ta z udziałem Spartans niczego nie uczą, bo chyba powinny…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


× 6 = trzydzieści sześć

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>