Na spokojnie po Superfinale

Orkiestra zagrała, cheerleaderki zatańczyły, Giganci zwyciężyli, nagrody rozdano, a konfetti wystrzeliło aż pod osławiony dach Stadionu Narodowego. Wróciliśmy do domu, pojawiliśmy się z powrotem w pracy, emocje opadły, organizatorzy poklepali się po plecach, a kolejny finał przeszedł do historii. Czas rzucić na niego okiem na chłodno. Czy był sukcesem, czy też charakteryzował go niewykorzystany potencjał? Na pytanie czy można było zrobić go lepiej nie odpowiemy na pewno, ale warto zastanowić się nad aspektami z których z jednej strony możemy być dumni, a z drugiej nad tymi, o których lepiej możliwie najszybciej zapomnieć. Przed wejściem

Ostatnią niedzielę charakteryzowało pospolite ruszenie całego futbolowego środowiska, które zmobilizowało się na masowy wyjazd do Warszawy, aby odwiedzić Stadion Narodowy przy okazji VIII Superfinału. Spacerując po miasteczku futbolowym wokół obiektu trudno było skupić się na wszystkich atrakcjach, bo co rusz wpadało się na bliższych i dalszych znajomych z różnych zakątków futbolowej mapy Polski. Drużynowe jerseye, koszulki z logotypami klubów, czy to z tradycjami, czy tych totalnie świeżych widoczne były na każdym kroku. Ilość pozytywnej energii, duma z faktu, że znowu wracamy na Narodowy oraz świadomość, że aktywnie bierzemy udział w budowaniu czegoś wielkiego była wszechogarniająca.
Przed stadionem moją uwagę przyciągnęły dwie kwestie. Pierwsza to oczywiście mini boisko futbolowe, którego stworzenie było genialnym pomysłem. Mam nadzieję, że właśnie ta atrakcja stanie się stałym punktem w zestawie ciekawostek serwowanych kibicom przy okazji każdej z największych futbolowych imprez w kraju. Druga rzecz to świetnie zorganizowane, potężne stoisko z prawdziwie amerykańskim kateringiem serwowanym przez restaurację Jeff’s. Spotkałem się z negatywnymi opiniami dotyczącymi menu i rozumiem, że nie każdy musi ubóstwiać tego rodzaju kuchnię, ale jedno nie ulega wątpliwości. Właśnie ta sieć restauracji idealnie wpasowuje się w klimat jaki chciałoby się czuć podczas futbolowych wydarzeń i myślę, że nie tylko ja życzyłbym sobie aby współpraca ligi z tym właśnie partnerem była kontynuowana również w przyszłości. Chciałbym podzielić się z wami moimi spostrzeżeniami na temat koncertów i Tailgate Party, która była centralną częścią przedmeczowego pikniku. Odnoszę wrażenie, że bez względu na jakość zapraszanych artystów nie jest to aspekt na który organizatorzy powinni kłaść duży nacisk. Nawet podczas występu najbardziej znanej postaci, czyli Mroza pod sceną można było swobodnie przejść, a koncert nie wywoływał szczególnie żywiołowego zainteresowania. Dość powiedzieć, że produkujący się w roli wodzireja prezenter radia Eska często przemawiał do grupy kilkunastu, w porywach kilkudziesięciu osób. Może warto na przyszłość dać szansę mało znanym zespołom związanym mniej lub bardziej z drużynami z różnych części kraju. Ich występ z pewnością nie nadwyręży w odczuwalny sposób budżetu, a może być ciekawym aspektem mobilizującym drużyny do większego zaangażowania w promowanie imprezy. Sądzę, że warto się nad tą ideą zastanowić.

Na trybunach

Jeśli chodzi o sam stadion, to wchodząc do środka, podobnie jak wielu z was wiedziałem dobrze czego się spodziewać. Ubiegłoroczny Superfinał, a także Euro-American Challenge dały nam możliwość dobrego poznania obiektu, więc tym razem „efekt WOW!” związany z wejściem na tak potężną arenę był niewątpliwie mniejszy niż w przeszłości. W tym momencie pojawił się też pierwszy, na razie minimalny znak zapytania, bo ilość osób spacerujących po obiekcie i robiących sobie zdjęcia była wyraźnie mniejsza od tej do której byliśmy przyzwyczajeni. Z całą pewnością Stadion Narodowy nie jest już taką nowością jak przed rokiem i sama chęć odwiedzenia go i zobaczenia od środka nie jest już czynnikiem decydującym o zakupie biletu na organizowaną na nim imprezę. Można wysnuć hipotezę, że tym razem kibiców przyciągnął bardziej sport niż obiekt i jeśli faktycznie tak jest to należy czuć zadowolenie. Nie zmienia to oczywiście faktu, że na Narodowym podobnie jak przed rokiem pojawiło się sporo „typowych Januszów”, którzy stopniowo i konsekwentnie opuszczali obiekt w trakcie meczu. Po krótkim spacerze wokół trybun udałem się do loży prasowej do której miałem dostęp dzięki akredytacji za której przyznanie organizatorom bardzo serdecznie dziękuję. Loża ulokowana jest w wyższej części trybuny, dokładnie w tym miejscu skąd prowadzona była transmisja telewizyjna co było wielkim atutem, no i pozwoliło na podziwianie jak zwykle świetnie przygotowanego boiska. W tym miejscu należą się wielkie gratulacje i podziękowania dla ekipy z Bielawy pracującej pod przewodnictwem Przemka Klingera, która już któryś raz z kolei wykonuje wspaniałą robotę. Wymalowane boisko w pełni zasługiwało na miano dzieła sztuki i za to oczywiście wielki respekt. Sam finał miałem wielką przyjemność oglądać w towarzystwie Wojtka Andrzejczaka, który z futbolem w Polsce w roli dziennikarza, działacza, zawodnika, a teraz przede wszystkim trenera związany jest niemal od samego początku. Kiedy czas spędzaliśmy na dyskusji o aktualnym stanie oraz przyszłości PLFA trybuna zaczęła powoli się wypełniać, a po chwili na murawę wyszła orkiestra…

Niech rozpocznie się show

Ceremonia wejścia drużyn na murawę zaplanowana była w najdrobniejszych szczegółach i wyszła naprawdę dobrze. Oczekiwani Giants i Eagles przy aplauzie widowni wybiegli na boisko i wszystko byłoby idealnie gdyby nie nagłośnienie imprezy. Podobno im bliżej murawy oraz sprzętu nagłaśniającego tym słychać było lepiej, ale z mojej perspektywy oprawa komentatorska imprezy zamknęła się w bliżej niesprecyzowanej kakofonii huków, syczeń i trzasków. Coś tam dało się z tego wychwycić, ale generalnie spikerzy nie mieli łatwego zadania i po raz kolejny potwierdziła się teza mówiąca o bardzo słabej akustyce Narodowego. Być może gdyby cały niższy poziom trybun był zapełniony słyszalność byłaby lepsza, ale teraz już się niestety tego nie dowiemy. Spośród tego co udało mi się wychwycić mnie osobiście bardzo brakowało eksponowania nazwisk zawodników po zdobyciu punktów czy też efektownych akcjach w defensywie. Inną sprawą jest fakt, że relatywnie mało wykorzystywany był Waldek Kasta, co stwierdził nawet on sam kiedy zamieniałem z nim kilka słów po zakończeniu spotkania. Na osobny akapit zasługuje halftime show, którego praktycznie… nie było. Zdaję sobie sprawę, że instalacja sceny i stworzenie widowiska na miarę Superbowl może być poza możliwościami organizacyjnymi i przede wszystkim finansowymi ligi, ale z całym szacunkiem konkurs kopania piłki oraz występ cheerleaderek to trochę za mało jak na Superfinał.
Wracając do meczu to po wielu publikacjach w różnych tytułach prasowych ciężko napisać o nim coś odkrywczego. Giants byli zdecydowanie lepsi, zdominowali linię wznowienia akcji i to okazało się być kluczowe. Linia ofensywna Gigantów jest klasą samą dla siebie i po raz kolejny potwierdziła wysokie umiejętności. Jeśli chodzi o linię defensywną to wielu nie doceniało w tym aspekcie wrocławskiej ekipy. Finał pokazał, że „wątpiący” byli w błędzie. Po kończącym mecz gwizdku sędziego pojawiły się głosy, że to może być ostatni mecz w barwach Eagles nie tylko dla grającego cały rok poniżej oczekiwań Shane’a Gimzo, ale również dla związanego z Warszawą już od kilku lat trenera Phillipa Dillona, który nie był w stanie skutecznie zareagować na zmiany ustawień wrocławian. Pomijając powyższe dywagacje warto podkreślić, że wygrała ekipa, która miała więcej do udowodnienia i była bardziej głodna, a Mott Gaymon po raz kolejny udowodnił, że jest kimś więcej niż tylko charyzmatycznym „motywatorem”. Wszystkich, poza przeciwnikami Giants, powinna cieszyć informacja o tym, że wraca do Wrocławia również na kolejny sezon. Koniec końców Giganci zasłużyli na wygraną i teraz to oni będą „team to beat”.

Miło było…

Końcówkę VIII Superfinału spędziłem praktycznie na samej murawie. Trochę zaskoczyło mnie błyskawiczne tempo wręczania nagród indywidualnych dla najlepszych zawodników sezonu zasadniczego. Osobiście uważam, że ich trud i fenomenalne występy powinny być bardziej wyeksponowane, ale rozumiem, że pośpiech podyktowany był chęcią pokazania w transmisji telewizyjnej wystrzału konfetti po uniesieniu pucharu przez nowych mistrzów. Smutek i rozczarowanie Eagles było ogromne, ale w prywatnych rozmowach przyznawali, że Giants byli od nich w tym dniu po prostu lepsi. Z drugiej strony Giganci odetchnęli z ulgą. Wrocławska drużyna przeszła długą drogę, a ich perypetie z ubiegłego, czeskiego sezonu i droga do finału zasługują co najmniej na osobny artykuł. W momencie kiedy kończyłem rozmowy z zawodnikami i działaczami stadion był już praktycznie pusty. Światła przygasły i zrobiło się jakoś nostalgicznie. Frekwencja na trybunach choć niezła nie gwarantuje powrotu na Narodowy w przyszłym roku przy okazji IX Superfinału pomimo śmiałych deklaracji organizatorów. Myślę, że gdyby udało się podbić, albo przynajmniej wyrównać ubiegłoroczny wynik usłyszelibyśmy, że kadra we wrześniowym meczu z Holandią również wybiegnie na murawę Stadionu Narodowego. W obecnej sytuacji, ryzyko organizacji imprezy na tak dużym obiekcie przy potencjalnie kilkunastotysięcznej widowni wydaje się być jednak zbyt duże, no i będziemy musieli się zadowolić grą reprezentacji na kameralnym w porównaniu do Narodowego obiekcie przy ul. Konwiktorskiej, który pomieści niecałe 7tysięcy widzów. Z jednej strony trochę szkoda, ale z drugiej mniejsza arena to odpowiednio mniejszy ból głowy osób pracujących dla ligi, no i wielka szansa na zapełnienie go do ostatniego miejsca. Na Narodowym zadowalająca liczba 16 tysięcy kibiców zgubiła się pomiędzy biało – czerwonymi siedzeniami nie wypełniając nawet 30% dostępnych miejsc. Na Konwiktorskiej jest nie tylko szansa, ale nawet wielkie prawdopodobieństwo, że zajęta będzie każda, nawet najmniej atrakcyjna miejscówka. Czy się uda? O tym przekonamy się już za niespełna dwa miesiące. Dobrze, że jest na co czekać, bo tegoroczny Superfinał był wielkim świętem futbolu i skończył się zdecydowanie za szybko. Szczerze gratuluję całej ekipie przygotowującej imprezę dobrze wykonanej roboty. Wizyta na Narodowym była prawdziwą przyjemnością i jestem pewien, że każdy może się pod tymi słowami podpisać.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


− jeden = 6

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>