MVPs drugiego planu

Rośnie futbolowy hype przed Superfinałem. Coraz więcej osób o nas mówi, zauważa, a my z niecierpliwością wyczekujemy niedzielnego kickoffu. Drużyny i kibice szykują mniej lub bardziej liczne wyjazdy na Narodowy, a ekipa odpowiadająca za organizację finału dopieszcza ostatnie szczegóły imprezy… To dobry moment, aby poruszyć temat ważny, a bardzo często totalnie pomijany. Pozwólcie, że na początek przytoczę dwie historie, których być może nie dokładne, ale z całą pewnością zbliżone kopie znajdziemy niemal w każdym futbolowym klubie w kraju.Pierwsza z nich zaczyna się standardowo. Przyjeżdżam komentować mecz do drużyny grającej w jednej z niższych lig, która o wiele częściej zamiast czuć smak zwycięstwa musiała godzić się z porażką. Jak zwykle bardzo sympatycznie, ekipa pełna entuzjazmu i gotowa do gry, pełna nadziei w nowym, rozpoczynającym się sezonie. Moją uwagę przyciąga jeden z żółtodziobów, który jak się okazuje będzie grał na pozycji defensive enda. Mało imponujące warunki fizyczne, muskulatura na poziomie średniego licealisty, ale jest ogień w oczach i zapewnienie, że chce grać właśnie w linii defensywnej i zrobi wszystko, aby to się udało. Ok, myślę, wielu takich było i większość z nich szybko odpadła. Przyjeżdżam na kolejne mecze, drużyna pomimo wąskiego składu prezentuje się o wiele lepiej niż w poprzednich latach. Ma szansę zakończyć sezon z dodatnim bilansem i pierwszy raz w swojej historii awansować do playoffs. Dokładnie tak się dzieje. Rok później młody DE zaczyna powoli wyglądać jak na liniowego przystało i grając już w Toplidze wychodzi na boisko nie tylko jako starter, ale jako jeden z czwórki kapitanów. Dzisiaj ma za sobą kolejny rok gry i pomimo problemów z kontuzjami ogień wciąż nie gaśnie. Nie chce mi się wierzyć, że to ta sama osoba, którą pamiętam sprzed kilku sezonów, a jednak. Różnica kolosalna, widoczna na boisku po każdym kolejnym snapie.

Historia numer dwa zaczyna się od rekrutacji. Skład jednego z byłych mistrzów polski, doświadczeni zawodnicy na praktycznie każdej pozycji. Czasy przed powstaniem PLFA8, szanse na grę minimalne. W pierwszym sezonie obecność na boisku łagodnie mówiąc śladowa, żeby nie powiedzieć praktycznie niezauważalna. Do dzisiaj wyrzucam sobie, że kiedy po raz pierwszy w meczu ligowym zaliczył skuteczną, efektowną akcję pomyliłem się źle wyczytując jego nazwisko. W kolejnym sezonie gry nie było już mowy o podobnych błędach. Wobec problemów kadrowych zaczyna pojawiać się jako starter i po kilku meczach jest pewne, że zostanie nim na długi czas. Przed meczem półfinałowym porywa team mową motywującą, wychodzi na plac gry jako kapitan, a większość spotkania spędza na boisku grając w „dwie strony”. W kolejnym sezonie jest już jednym z tych doświadczonych w mocno odmłodzonej ekipie. Przychodzi najważniejszy mecz, a on zmaga się z zapaleniem mięśnia sercowego, co w połączeniu z intensywnym wysiłkiem fizycznym stanowi duże zagrożenie nie tylko dla przyszłości kariery sportowej, ale również życia. Mimo ryzyka postanawia pomóc swojej drużynie na boisku i grając raz na kilka akcji wykonuje najważniejsze zagrania zmieniające obraz meczu. Jego drużyna wygrywa, a on zostaje uznany MVP tego spotkania. Historia godna co najmniej NFL Films i oczywiście nie tylko z mojej strony ogromny podziw i szacunek.

Obydwie powyższe historie oparte są na faktach i choć nie podaję tutaj nazwisk zarówno jeden jak i drugi gracz, a także wiele osób ze środowiska z całą pewnością wiedzą o kim mowa. Dla mnie te dwie historie to idealny przykład, symbol często anonimowych poświęceń, o których pojęcia nie ma z reguły nikt poza kilkoma kolegami z drużyny. Tak jak pisałem na początku, podobnych historii w każdym z klubów PLFA jest co najmniej kilka. Warto o nich mówić, pisać, gloryfikować w każdy możliwy sposób. Ich bohaterami są zawodnicy, którzy bardzo często pomimo swoich heroizmów nie załapują się na atencję okraszoną światłem błyskających fleszy. Obserwując mecze futbolowe naszą uwagę przyciągają gwiazdy, gracze importowani, reprezentanci kraju. Niech ich występy nie przysłonią nam poświęcenia i ciężkiej pracy nie mniej ważnych MVP’s. Choć pozornie znajdują się gdzieś na drugim planie to właśnie oni tworzą prawdziwe serce drużyny. Pamiętajmy o nich i doceniajmy ich, bo kiedy zdecydują się na zakończenie kariery to właśnie ich będzie brakować najbardziej.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


dziewięć + 6 =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>