Mitologia zniszczonej murawy

Jeśli śledzicie mój fanpage to na facebookowym wallu przed kilkoma dniami pojawiła się wam informacja o murawie na Soldier Field. Oczywiście bez względu na to jak bardzo ekipa Bears w niedzielnym meczu z Ravens zniszczyła trawę na swoim stadionie, nie ma mowy o tym, aby musiała szukać nowego domu. W Chicago problem z murawą nie jest problemem. W naszym kraju sytuacja wygląda nieco inaczej.

Deszczowa historia

Jest 16 maja 2010 roku. Rozgrywki PLFA 2 w których za moment ma odbyć się mecz miejscowych Gliwice Lions z (nieistniejącymi już dzisiaj) Czerwonymi Bykami Poznań. Jesteśmy na stadionie w Łabędach (dzielnica Gliwic) i w bardzo średnich nastrojach oczekujemy na kickoff. Leje jak z cebra, prawdziwa nawałnica. Zimno, wszystkich przenika bardziej jesienny niż majowy, chłód, no i nie ma się co dziwić, że kibiców na stadionie jak na lekarstwo. Osoby decyzyjne w ekipie gospodarzy zastanawiają się czy warto w takich warunkach rozgrywać mecz, a ekipa gości z Wielkopolski niecierpliwi się. Nie po to przejechali kawał Polski, aby teraz rezygnować z gry na kilka chwil przed pierwszym gwizdkiem. W końcu decyzja zostaje podjęta, gramy. Do Gliwic przyjechałem oczywiście komentować mecz, ale nie bardzo jest dla kogo, więc siadamy sobie wygodnie w mini wieżyczce komentatorskiej m.in. z byłym coachem Miners Jeffem Shiffmanem i spotkanie upływa nam na futbolowych dyskusjach. Zimno dalej przenika do szpiku kości, ale przynajmniej nie leje nam się na głowę. Nie zazdrościmy zawodnikom, nie mówiąc już o ekipie sędziowskiej, której część musi radzić sobie w bluzach z krótkim rękawkiem. W końcu mamy maj. Mecz to typowe błotne starcie pełne akcji biegowych i walki na linii wznowienia akcji. Od początku inicjatywa należy do gości i finalnie to właśnie oni wygrywają 27 – 0. Intensywny deszcz nie przestaje padać nawet na moment i po ostatnim gwizdku wszyscy cieszą się, że to już koniec. Mija kilka chwil i okazuje się, że jest to również koniec gry Lions we własnym mieście. Lwy oraz Byki doprowadziły murawę obiektu w Łabędach do takiego stanu, że na tłumaczenia było za późno…

Cała murawa problemów

Lions na ponad dwa lata musieli wyemigrować do oddalonych od Gliwic o ok. 20km Ornontowic, zanim na początku tego sezonu dostali szansę, aby znów wrócić do swojego miasta. Oczywiście o powrocie na stadion w Łabędach nie ma mowy, no chyba, że nastąpi wymiana pokoleniowa wśród zatrudnionych tam pracowników. Jeden mecz, rozegrany w szalonych warunkach pogodowych spalił starania zarządu drużyny na kilka sezonów. To się nazywa pech. Oczywiście to nie jedyna taka historia. Kiedy wspólnie z Miners, a później Rebels organizowaliśmy mecze na stadionie w katowickim Brynowie, za każdym razem musieliśmy wysłuchiwać gorzkich żali jednego z pracowników, odpowiedzialnych za utrzymanie murawy. Choć za możliwość rozgrywania tam swoich meczów płaciliśmy niemałe pieniądze to zawsze coś było nie tak. Po kilku rozegranych meczach ogromnym problemem okazała się rozgrzewka, którą trzeba było przenieść na boczne boiska. Później przedstawicielowi gospodarza przestał się podobać fakt, że zawodnicy stoją podczas meczu na sidelinie rzekomo wydeptując część murawy, na której później źle gra się piłkarzom. Oczywiście staraliśmy się możliwie najbardziej ograniczyć destrukcyjny wpływ futbolu na „arcycenną trawę”. Problemem był rzekomo zbyt długi czas trwania meczu i fakt, że czas zajęcia obiektu łącznie z jego przygotowaniem i sprzątnięciem pochłania niemal cały dzień. Nie wspominam już o tym, że trochę zbyt duzi ludzie mieli czelność zbyt często przewracać się na cenną trawę, której utrzymanie kosztuje tak naprawdę duuużo więcej niż płacimy. A przypomnę raz jeszcze, płaciliśmy niemało. Finał tej historii jest taki, że Rebels dzisiaj rozgrywają swoje mecze na sztucznej murawie obiektu należącego do kompleksu Stadionu Śląskiego w Chorzowie i jest im tam bardzo dobrze.

Jest lepiej

futbolowa murawaNie znam drużyny w kraju, która nie byłaby w stanie przytoczyć swojej historii z murawą w tle. Przy poszukiwaniach odpowiedniego obiektu do rozgrywania swoich meczów to właśnie ona staje się najczęściej kością niezgody. Szczęśliwie wraz z rozwojem ligi i przyzwyczajaniem się lokalnych środowisk sportowych do naszego istnienia z roku na rok jest chyba nieco łatwiej. Rebels i Seahawks zadomowili się na obiektach ze sztuczną murawą, którą o wiele trudniej uszkodzić. Częstochowa Saints wpadli na genialny pomysł, aby po każdym rozegranym meczu prosić gospodarza obiektu na którym grali o list z referencjami. Sterta bardzo pozytywnych opinii pełna informacji o tym, że murawa została „oddana” w stanie idealnym sprawia, że Święci nie muszą już martwić się wynajmem obiektów. Doświadczenie uczy, że przy w miarę dobrej pogodzie nie ma szans, aby futboliści uszkodzili murawę bardziej niż piłkarze. Biorąc pod uwagę piłkarskie wślizgi, można nawet powiedzieć, że gra w futbol jest dla niej bezpieczniejsza. Sytuacja zmienia się nieco przy intensywnych opadach deszczu, a historia z Gliwic pokazuje, że gra w nawałnicy może na dłuższą metę bardzo zaszkodzić klubowi. Decydując się na grę w złych warunkach pogodowych musimy być świadomi konsekwencji. Warto więc zastanowić się dwa razy czy czasem nie lepiej przełożyć mecz, oszczędzając sobie tym samym niepotrzebnych problemów. Zdjęcia murawy po meczu Bears vs. Ravens bez problemu znajdziecie w sieci, a cieszyć może fakt, że takie obrazki mimo wszystko oglądać możemy bardzo rzadko. W większości przypadków boiska piłkarskie nie muszą obawiać się kataklizmów w postaci futbolowych najazdów. Mit zniszczonej murawy nieprzypadkowo nazywamy mitem.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Mitologia zniszczonej murawy

  1. NFLBlog.pl pisze:

    To nie tylko kwestia zarządzających obiektami. Przecież na konferencji, na której ogłoszono założenie Wrocław Panthers też dziennikarzyny interesowały się głównie czy podczas meczów na Stadionie Miejskim nie zniszczy się murawa, na której gra nasze miejskie srebro rodowe czyli trzeciorzędna drużyna piłki kopanej.

  2. Dawid Biały pisze:

    To jest racja. Przy okazji konferencji po wrocławskiej fuzji temat został wywołany i wyeskponowany przez media… ale one zasługują na osobny wpis, który pojawi się już wkrótce ;)

  3. ijon pisze:

    A pamiętasz „water bowl” w 2006, kiedy w ramach promocji ligi Seahawks i Eagles przyjechali na zaproszenie Miners do Rudy? Nie wiem czy kiedyś w .pl jakiś mecz był grany w gorszych warunkach, gwałtowne opady śniegu w sobotę wraz z gwałtowną odwilżą w niedzielę przed meczem spowodowały że mimo mega wysiłku włożonego przez nas w doprowadzenie boiska do dobrego stanu było trochę… egzotycznie. Np. w wielu miejscach – zwłaszcza na lewym sidelinie – linie były wysypane piaskiem 2-3cm poniżej lustra stojącej wody :} Ale chłopaki zagrali a o boisko potem nikt się nie przypieprzał.

  4. Piotr pisze:

    A mi się przypomina (co prawda nie futbolowa) sytuacja z Łodzi w Marcu roku bieżącego, gdzie po dniu intensywnych opadów śniegu właściciel obiektu nie był łaskaw ani odśnieżyć boiska ani poinformowac zawczasu gospodarzy, że mecz się nie odbędzie i żeby goście z Oświęcimia nie przyjeżdżali. Sędziowie i gospodarze próbowali odśnieżyć chociaż linie boczne ale po dwóch godzinach odśnieżania cała sprawa skończyła się walkowerem Ravens. A najgorsze boisko na jakim grałem w lacrosse musiało być w Poznaniu boczne boisko do Rugby wieczorem. Tragiczne oświetlenie, braki w murawie gdzie wpadała piłka i 20 chłopa stało i jej szukało po ciemku/omacku. Całe szczęście że coraz więcej boisk ze sztuczną murawą się pojawia. Osobnym tematem jest stan szatni i pryszniców przy obiektach ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


+ jeden = 10

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>