Mieszane uczucia

Tekst, który przytaczam poniżej to felieton archiwalny. Wiąże się z nim ciekawa historia ponieważ powstał w momencie kiedy myśli o stworzeniu futbolowego bloga były jeszcze zakopane gdzieś głęboko, a ja sam znajdowałem się o krok od rozpoczęcia współpracy z magazynem QB. Tekst został napisany właśnie na potrzeby wspomnianego portalu, tyle, że do jego publikacji nie doszło, a przygoda pod tytułem Dawid Biały w QB zakończyła się jeszcze szybciej niż się zaczęła. I całe szczęście, zresztą będzie jeszcze okazja o tym szerzej napisać. Wracając do artykułu to dotyczy on drażliwej kwestii wyboru sponsora tytularnego dla VIII Superfinału. My z Trawnik Producentem osłuchaliśmy się i przyzwyczailiśmy się do niego. Osoby spoza środowiska na pełną nazwę najważniejszej imprezy w futbolowym kalendarzu reagowały różnie, a komentarze z którymi ja spotkałem się osobiście w większości ocierały się o mniej lub bardziej zakamuflowaną kpinę. Być może mieliście inne doświadczenia, nie mniej odnoszę wrażenie, że VIII Superfinał przez sporą część potencjalnych kibiców futbolu został potraktowany nie do końca poważnie co mogło mieć wpływ na mniejszą od spodziewanej frekwencję na Stadionie Narodowym. Zapraszam do lektury oraz dyskusji.

 

Pozwólcie, że rozpocznę od suchego dowcipu z bardzo długą brodą. Kiedy przeżywamy mieszane uczucia? Otóż wtedy, gdy teściowa spada w przepaść będąc za kółkiem naszego nowego wozu. Podobne mieszane uczucia nawiedzają mnie od momentu kiedy PLFA ujawniła nazwę firmy, która została sponsorem tytularnym VIII Superfinału.

Z jednej strony zdaję sobie sprawę jak wiele nakładu sił wymaga nawiązanie współpracy z poważnym partnerem. Jak wiele spotkań, telefonów, maili, jak wiele przekonywania i w końcu jak wiele frustracji związanych jest z rozmowami handlowymi mającymi na celu znalezienie sponsora. Dołóżmy do tego jeszcze szeroko rozumianą niszowość naszej dyscypliny i kryzys, który w ostatnim czasie coraz mocniej daje się we znaki krajowym przedsiębiorcom. Naprawdę powinniśmy być wdzięczni każdemu mniejszemu i większemu partnerowi, który podejmuje ryzyko podjęcia współpracy z dyscypliną, której mimo wielu starań wciąż daleko do profesjonalizmu.

Jest jednak druga strona, wizerunkowa, której pomijać absolutnie nie wolno. Superfinał to zdecydowanie największe wydarzenie w krajowym kalendarzu futbolowym. Nasza wizytówka i jedna z niewielu okazji kiedy informacja o tym, że istniejemy odbija się szerokim medialnym echem docierając w miejsca, o których nasze środowisko nie ma nawet pojęcia. To jest okazja by wyprężyć muskuły i ukoronować kolejny rok ciężkiej pracy, treningów na kartofliskach, wylewania potu w siłowni w piwnicy, comiesięcznego odkładania na zakup sprzętu i płacenia nieszczęsnych składek. To jest moment kiedy chcemy pokazać Polsce i światu, że wykonujemy kolejny krok do przodu, oraz że po raz kolejny nas nie doceniliście. Chcemy pokazać się z jak najlepszej strony i nie zamierzamy oszczędzać na photoshopie. Finał to moment kiedy ściągamy znajomych i eksponując swoje pawie pióra do granic możliwości pokazujemy, że nasza praca ma sens i zmierza w dobrym kierunku. Szukając sponsora tytularnego dla Superfinału osoby zarządzające ligą powinny mieć to na uwadze.

Przeglądam sobie listę ubiegłorocznych bowl games w NCAA i tam bez problemu znajdujemy kilka kwiatków, pozornie usprawiedliwiających krajową decyzję. Tyle, że jest mała różnica pomiędzy sportowym i wizerunkowym znaczeniem Famous Idaho Potato Bowl, a najważniejszymi meczami akademickimi, o Superbowl nie wspominając. Gdyby na taką nazwę oraz sponsora tytularnego zapracował sobie, którykolwiek z meczów np. sezonu zasadniczego Topligi nie pozostałoby nic poza gratulacjami. Jednak to jest mecz szczególny, mamy jeden Superfinał, jeden marketingowy strzał i nie możemy pozwolić sobie niepoważną nazwę. Co tu dużo mówić, wyobraźcie sobie emocjonalną wypowiedź któregoś z zawodników, czy klubowych działaczy Topligi w relacji po wygranym półfinale, która brzmi mniej więcej tak: „Jestem nieziemsko szczęśliwy. Pracowaliśmy na to cały rok, daliśmy z siebie wszystko i teraz po tylu wyrzeczeniach wybiegniemy na murawę Stadionu Narodowego w Trawnik Producent VIII Superfinale. Marzenia się spełniają…”.

Nie chciałbym pastwić się nad władzami PLFA, zresztą trudno krytykować sam akt pozyskania sponsora. Nie sposób jednak odnieść wrażenia, że decyzja o powierzeniu roli sponsora tytularnego akurat takiej firmie tylko utwierdzi sportową Polskę w przekonaniu o naszej niszowości. Co ciekawe, to bynajmniej nie jest zarzut dla Trawnik Producenta, które jest dużym, poważnym przedsiębiorstwem. Niemniej jednak z tych samych powodów dla których Stadion Narodowy nie zostanie nazwany „Biedronka Arena”, Superfinał nie powinien otrzymać trawnikowego przedrostka. To jest najprościej w świecie śmieszne. Mleko się jednak rozlało, nie pierwszy to finał i nie ostatni i miejmy nadzieję, że również i z tego potknięcia zostaną wyciągnięte odpowiednie wnioski. Nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić wszystkich znajomych na Trawnik Producent VIII Superfinał, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Felieton powstał w końcówce maja bieżącego roku.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


3 × osiem =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>