Mecz o „przykładkę”

Hollywood nie próżnuje i filmów z futbolem w tle nazbierałaby się całkiem pokaźna lista. Nieco odmiennie wygląda sytuacja jeśli poszukujemy futbolowej literatury fabularnej. Każde tłumaczenie i wydanie w Polsce powieści w interesujących nas klimatach należy traktować jako wydarzenie. Z niecierpliwością oczekiwałem więc księgarskiej premiery „Meczu o wszystko” autorstwa Dona DeLillo.

źródło - www.noir.plPierwsze informacje o tym, że warszawskie wydawnictwo Noir Sur Blanc planuje wydanie futbolowej powieści Dona DeLillo pojawiły się w końcówce kwietnia tego roku. Apetyt na kawałek smakowitej literatury zaostrzyła ujawniona okładka na której znalazło się zdjęcie z pojedynku Texas Longhorns i Alabama Crimson Tide o mistrzostwo ligi NCAA ze stycznia 2010 roku. Autor, Don DeLillo to uznany nowojorski postmodernista urodzony w roku 1936. Jeśli wierzyć zapewnieniom wydawcy jest jednym z kandydatów do literackiej Nagrody Nobla, oraz jednym tchem wymienić go można z najznamienitszymi nazwiskami literatury amerykańskiej przełomu wieków XX i XXI. W Polsce wydawnictwo Noir Sur Blanc rozpoczęło wydawanie jego książek w 2005 roku powieścią „Cosmopolis”. „Mecz o wszystko” to druga książka DeLillo. Za oceanem została wydana w roku 1972, a do Polski trafiła po ponad czterdziestu latach.

Saturday Night Lights

Pozornie prosta fabuła opisuje futbolowy sezon z życia fikcyjnej uczelni Logos College z zachodniego Teksasu. Uniwersytet choć mały może pochwalić się Emmettem Creedem, szkoleniowcem ze znanym nazwiskiem i sukcesami na koncie. Właśnie on werbuje do swojej drużyny wielu młodych, utalentowanych zawodników włącznie z głównym bohaterem powieści Garym Harknessem. Ojciec Gary’ego grał na uniwersytecie stanowym w Michigan i bardzo chciałby, aby syn poszedł w jego ślady. Zdolny, ale nie chcący podporządkować swojego indywidualizmu drużynie Gary po krótkich epizodach w: Syracuse, Penn State, Miami i Michigan State dostaje swoją ostatnią szansę na karierę właśnie w podrzędnym Logos College. Akcja powieści rozpoczyna się w momencie kiedy szeregi drużyny zasila pierwszy w jej historii czarnoskóry zawodnik, Taft Robinson…

Futbolowe życie na uczelni

Powyższy opis fabuły, jak sądzę, nastraja optymistycznie. Warto dodać jednak, że sprawozdanie z futbolowego sezonu to tylko niewielki wycinek całości. Choć powieść jest relatywnie krótka na jej kartach znalazło się sporo treści. Poznajemy poszczególnych zawodników Logos College, ich przyzwyczajenia i codzienne życie determinowane rytmem treningów i kolejnych meczów. Mamy też zajęcia na uczelni, które momentami niekoniecznie mają sens, szczególnie jeśli patrzy się z perspektywy młodych chłopaków marzących o grze w lidze zawodowej. Do tego wszystkiego warto podkreślić, że powieść powstała w czasie Zimnej Wojny i, nazwijmy to, wojenne zainteresowania mają niebagatelny wpływ na kreację głównego bohatera. Podczas lektury w pamięć zapadają szczegółowe, plastyczne opisy meczów, a w szczególności tego najważniejszego, kiedy przeciwnikiem jest najsilniejszy rywal z dywizji, Centrex. Mnie osobiście bardzo przypadł do gustu świetny opis mini scrimmage’u w śniegowej aurze, ale… więcej już nie zdradzam.

Cierpienia tłumacza i czytelnika

Koniec pochwał, teraz pora na zarzut, a jest on niestety sporego kalibru. Wszystkich fanów futbolu od lektury może odrzucić tłumaczenie wykonane przez Michała Kłobukowskiego. Technicznie, patrząc z lingwistycznego punktu widzenia jest bardzo sprawne, jednak jeśli spojrzymy na nie futbolowo to łagodnie mówiąc, scyzoryk otwiera się w kieszeni. Oryginalny tytuł „Meczu o wszystko” to „End Zone” i już to zestawienie zapala w głowie sygnał ostrzegawczy. Wybucha on z pełną siłą zniechęcenia kiedy czytamy, że przed zawodnikami „trzecia przekładka i do przejścia 5 metrów”. Tak więc zgodnie z twórczą wyobraźnią tłumacza: Touchdowny, oraz pierwsze próby to „przykładki”, huddle to „zgęstka”, flaga to „chorągiewka”, futboliści to „piłkarze”, a dystans na boisku odmierzamy oczywiście w metrach. Linebacker to „wspomagier”, a poza tym mamy jeszcze „obstawiaczy”, „dopadaczy”, „odbijaczy” i „flankowych”. Żeby było śmieszniej blitz i punt pozostały w oryginale i nie doczekały się tłumaczenia, a w całej książce nie znajdziemy ani jednego przypisu. W skrócie mamy dwie opcje, albo potraktować przekład jako mało udany żart i starać się przymykać oko na błędy wynikające z totalnej nieznajomości futbolowej terminologii. Druga opcja, nieco bardziej radykalna, to niestety rezygnacja z lektury.

Mimo wszystko warto

„Mecz o wszystko” Dona DeLillo z całą pewnością jest pozycją wartą uwagi na pustyni jaką jest rynek powieści z futbolem w tle w polskim przekładzie. Przyjemność z lektury zapewne nie będzie tak duża jak przy „Zawodowcu” oraz „Czuwaniu” znanego głównie z thrillerów prawniczych Johna Grishama. Jednak dla osób, które dwie powyższe powieści znają już niemal na pamięć, „Mecz o wszystko” to ciekawa alternatywa i pozycja, którą znać trzeba. Jeśli chodzi o feralne tłumaczenie futbolowej terminologii to pozostaje mieć nadzieję, że wraz ze wzrostem popularności dyscypliny nad Wisłą wzrastać będzie również chęć wydawców i tłumaczy do konsultacji wątpliwych terminów z ekspertami z futbolowego środowiska.

Moja ocena: 6/10

Mecz o wszystko (End Zone)

autor: Don DeLillo

wyd. amerykańskie 1972

wyd. polskie 2013

wydawnictwo: Noir Sur Blanc

tłumaczenie: Michał Kłobukowski

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Mecz o „przykładkę”

  1. Gracek pisze:

    Książkę kupiłem pokładając wielkie nadzieje, że w końcu poczytam coś o tematyce futbolowej po polsku. Ale bez przesady… „Przykładka” , „Piłkarze”, „Wspomagier”, „Dopadacz”. Już po pierwszych stronach zrezygnowałem z lektury. Spolszczenia za bardzo kłują w oczy…

  2. Dawid teraz musisz zrobić ranking najciekawszych filmów w temacie futbolu :) takie TOP10 Davida White’a :)

  3. Z pisze:

    Mam te ksiazke od paru miesiecy na polce. Niedawno sobie o niej przypomialem, ale jak mam czytac o dopadaczach to chyba szlag mnie trafi. Brak jakiegokolwiek szacunku do czytelnika. Moim zdaniem za tlumaczenie ktore nie jest tlumaczeniem powinna byc opcja zwrotu pieniedzy. Ciekawe co by sie dzialo jakby jakis tlumacz nawymyslal sobie takie rzeczy przy tlumaczeniu terminow z pilki noznej. To sa jakies jaja.

  4. NFLBlog.pl pisze:

    Miałem ten sam problem czytając „Poradnik pozytywnego myślenia” po polsku. Książka co prawda nie o futbolu, ale futbol odgrywa w niej niebagatelną rolę. Jak czytałem o Gigantach z Nowego Jorku czy Koltach z Indianapolis to też mi się nóż w kieszeni otwierał. To tak jakby napisać „Królewscy z Madrytu”. A wystarczyłby krótki research internetowy :)

  5. Pingback: Baseballowy Grisham - Dawid BiałyDawid Biały

  6. Bnch pisze:

    Czytam i szlag mnie trafia nieustannie. Dla mnie tłumacz, który nie zbadał tematyki, w której robi przekład jest niewiarygodny. Bo skąd ja mogę wiedzieć, czy on w ogóle za autora nie wymyśla? Skoro jest megalomanem, by tłumaczyć coś, co ludzie znający się na rzeczy uznali za nieprzetłumaczalne, to może i po DeLilli „poprawia”. A już przełożenie jardów na metry pokazuje, że mamy do czynienia z facetem, który nigdy nie widział meczu futbolu i nie ma bladego o nim pojęcia. Dla mnie jest to fuszerka, za którą i tłumacz, i redaktor nie powinni dostać kasy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


+ dwa = 9

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>