…importy im mecz wygrały

„Jakbyśmy mieli amerykanów w składzie spokojnie byśmy z nimi wygrali”. To standardowe zdanie jakie od lat można usłyszeć rozmawiając z przedstawicielami drużyn po zakończonych meczach, w których przeciwnikami były drużyny mające w swoim składzie zawodników importowanych zza oceanu. Ósmy sezon futbolowy w Polsce trwa w najlepsze, ale w tym aspekcie nic się nie zmienia. Jesteśmy święcie przekonani, że wyszkolenie krajowych zawodników jest wszędzie mniej więcej takie samo, a ewentualnie jedynym czynnikiem robiącym różnicę pomiędzy poziomem poszczególnych graczy jest ilość lat gry. Różnicę zawsze robią amerykanie, to oni zdobywają punkty i choć przegrywamy 60 – 0, to gdybyśmy ich mieli w swoim składzie na pewno spokojnie byśmy wygrali. Przyznajcie sami, że ta powtarzana od lat mantra brzmi infantylnie, żeby nie powiedzieć po prostu śmiesznie.Moda na importowaną Amerykę w składzie rozpoczęła się na dobre w roku 2009, kiedy to respekt przeciwników The Crew wzbudzał szalejący w linii defensywnej Aki Jones. Kronikarski obowiązek nakazuje wspomnieć, że amerykańscy zawodnicy pojawiali się na polskich boiskach już wcześniej, ale to właśnie Jones z kilkoma meczami w barwach Washington Redskins na koncie stał się symbolem nowej jakości w PLFA. Jeszcze w tym samym sezonie Aki rozstał się z The Crew by zasilić Warsaw Eagles, którzy to z nim w składzie w półfinale rozgrywek ulegli późniejszym mistrzom czyli AZS Silesia Miners grającym, dodajmy, w zestawieniu bez zagranicznych wzmocnień. Trzy sezony później drużyna z Górnego Śląska, już jako Rebels dokonała podobnej sztuki pokonując w meczu o wejście do półfinału rozgrywek Kozły Poznań z Markiem Philmorem mającym za sobą przeszłość w Chicago Bears. Obydwa te przypadki łączy pozornie zadziwiająca zbieżność, tak Eagles, jak i Kozły ściągnęły swoje amerykańskie wzmocnienia w trakcie sezonu nie pracując z nimi, „jak Pan Bóg nakazał”, przez cały okres przygotowawczy. Szybkie łatanie dziur w składzie i wykorzystywanie amerykańskiej okazji, tak w jednym, jak i w drugim przypadku były krótkoterminowymi angażami, które nie miały swojej kontynuacji. Można wysnuć teorię, że tak właśnie wyglądałyby historie drużyn, które ściągają importowanych zawodników tylko po to by to oni ciągnęli grę teamu i samodzielnie wygrywali mecze. Dobrze zorganizowana i konsekwentna ekipa grająca w krajowym składzie z całą pewnością byłaby w stanie nawiązać z taką drużyną walkę, a nawet wygrać co dwukrotnie pokazała Silesia.

Podobnie jak w przypadku ściągnięcia pierwszego zawodnika z przeszłością w NFL również w aspekcie tworzenia długoterminowych relacji z amerykańskimi graczami pionierem było The Crew Wrocław. Warto zainspirować się ich przykładem, co już teraz czyni coraz więcej klubów również na niższych poziomach rozgrywkowych. Nie ukrywam, że bardzo chciałbym, aby trend długofalowej współpracy z trenerami czy zawodnikami utrwalał się, bo to aspekt, który chyba ma największy wpływ na szybkość rozwoju poziomu sportowego tak zawodników i drużyn, jak i ligi jako całości. Na koniec anegdota. Kiedy przed kilkoma miesiącami przeprowadzałem wywiad ze wspomnianym już Markiem Philmorem, odpowiadając na pytanie o wpływ amerykanów na siłę poszczególnych drużyn w Polsce wysnuł bardzo ciekawą tezę. Powiedział, że to oczywistość, że  zagraniczni gracze wyróżniają się poziomem i w najważniejszych momentach biorą na siebie ciężar gry, w końcu po to zostali sprowadzeni. Jednak drużyna jako całość jest tak silna jak jej najsłabszy krajowy gracz przebywający akurat na murawie i o prawdziwej wartości importowanych graczy świadczy to, ile swojej wiedzy i umiejętności są w stanie zostawić po sobie wpływając na progres polskich zawodników. Tak więc, sprowadzając kolejne gwiazdy warto myśleć nie tyle o wygraniu najbliższego meczu, co o długofalowym rozwoju klubu i kolejnych pokoleń krajowych graczy. Na krótkowzroczność w przypadku obcokrajowców szkoda czasu i pieniędzy.

Podsumowując, rozumiem jak irytująca może być porażka z drużynami gdzie grę ewidentnie „ciągną” gracze zza oceanu, ale w żadnym wypadku nie można pozwolić aby to była główna wymówka i usprawiedliwienie. Amerykanie, choć są ewidentnie lepsi to da się z nimi wygrać i możecie wierzyć, że wtedy smak zwycięstwa jest jeszcze słodszy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


jeden + 9 =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>